środa, 18 grudnia 2013

Brace yourselves... Google + is comming! Poradnik surwiwalowy: jak żyć bez obserwatorów?

Znów notka z przymrużeniem oka a nawet obu oczów ;)

Wczoraj Aferkowo było obecne przy odkryciu największego spisku XXI wieku i dziś przekażemy wam wszystkie szczegóły! Ale od początku!
Jak na pewno większość z was przeczytała na FB, wczoraj padł gadżet obserwatorów na blogspocie. Nie do końca było wiadomo co się stało, bo nikt z bloggera nie pofatygował się, by ogłosić, że gadżet jest dezaktywowany albo że to awaria. Przeczuwaliśmy najgorsze...  że obserwację przez Google Friends Connect zastąpi obserwacja przez Google +. Nie jest tajemnicą, że google ciśnie Google + i dowiedzieliśmy się już o tym przy okazji zmiany jakości zdjęć na naszych blogach. Okazuje się, że automatycznie na każdym blogu zaznaczała się opcja o zmianie jakości zdjęć na "automatyczną" (czy jakoś tak), która zniekształcała kolory fotek i obniżała ich jakość, a jedynym sposobem na przywrócenie ich do normalności było założenie konta na Google + i odznaczenie tej opcji. Not cool.
Czy zdziwiłoby nas gdyby nagle wyłączono obserwację GFC? Nie, dlatego wiele osób zaczęło w przypływie paniki powodowanej niepewną przyszłością zakładać konto na Google +, Bloglovin czy szukać alternatywnych sposobów by dołączać do list czytelniczych, które nadal działały. 
Ponieważ widmo nadchodzącego Google + ciągle nad nami wisi - postanowiłyśmy w punktach dać wam znać, co robić w razie kolejnej takiej sytuacji:

1. Nie ma co liczyć na info od bloggera - trzeba samemu się zainteresować, ostatecznie zgłosić im problem na forum produktowym LINK lub jeszcze bardziej ostatecznie poprzeklinać trochę na FB a potem rzucić się na dywan i płakać... tyle nam zostało.

2. Jeśli działa lista czytelnicza - zawsze możemy nowe blogi dodawać z jej poziomu przez guzik "Dodaj", który znajduje się bezpośrednio nad spisem blogów, które obserwujemy.
Następnie wystarczy wkleić link do bloga, którego chcemy dopisać do listy i wybrać sposób obserwacji (publiczna/prywatna). Voila!

3. Jeśli chcemy ułatwić sprawę obserwatorom można stworzyć własny, uproszczony guzik obserwacji za pomocą poniższego kodu, który wklejamy do gadżetu HTML/JAVA:
<a href="http://www.blogger.com/follow-blog.g?blogID=IDTWOJEGOBLOGA ">  Obserwuj przez GFC </a>
W miejsce IDTWOJEGOBLOGA wklejamy swoje blogowe ID. Każdy bloga ma swój numer, który znajdziemy chociażby w ścieżce URL kiedy siedzimy w ustawieniach. Przykładowo podajemy ścieżkę, która wyświetla się kiedy przeglądamy statystyki Aferkowa i pokazujemy ID bloga :
Wklejenie tego kodu spowoduje, że w pasku bocznym wyświetli się napis "Obserwuj przez GFC", który po kliknięciu będzie dopisywał blog do naszej listy czytelniczej. Można ten napis sobie dowolnie modyfikować, można ustawić zdjęcie zamiast niego - ogólnie dopóki lista czytelnicza nam działa będzie spoko :)

Jeśli natomiast znikną listy czytelnicze, to znaczy, że spełnił się najgorszy koszmar i pozostaje obserwowanie przez email lub Google +. W takim wypadku proponujemy:
1. Strajk głodowy blogerów.
2. Zamieszki na ulicach.
3. Spamowanie forum bloggera, żeby i oni zaznali tej goryczy.
Miejmy nadzieję, że to się nigdy nie stanie.

Wczoraj jednak, kiedy już gadżet obserwatorów zaczął ponownie działać, zaszczepiono w nas myśl... wątpliwość, która po chwili namysłu wydała się wyjątkowo prawdopodobna (twórcą tejże teorii jest Butterfly flits). Skupcie się teraz ;) Kiedy gażdżet przestał działać wybuchła ogólna panika... na początku niewiele osób było skłonnych uwierzyć w dezaktywację Obserwatorów, jednak mijały godziny a gadżet nie wracał. Pierwsze zgłoszenie na forum blogera pojawiło się już o 6 rano a jednak naprawienia błędu doczekaliśmy się dopiero o 23. W ciągu tego czasu wielu blogerów ugięło się i z bólem serca (i innych części ciała) założyło to diabelne Google +. Czy to przypadek, że tyle czasu czekaliśmy na naprawienie usterki? Czy może było to zaplanowane działanie mające na celu wymuszenie założenia konta na Google +? Aha! Mamy was! Ten post zasłużył na dramatycznego wiewióra!
Jak widzicie, jest to bez wątpienia jeden z największych spisków roku 2013.
Dajcie nam znać, czy i wy daliście się wrobić i założyliście konto na Google +? Czy może wyczuliście spisek i nie daliście się wrogowi?

wtorek, 17 grudnia 2013

Grudzień, szampon i Glossybox

Dostaliśmy dzisiaj wyjątkowo interesujące zgłoszenie, które przełamało moją jesienno-zimową chandrę. Zawszę się ekscytuję na wieść o nowej aferze. Tym razem zgłoszenie dotyczy Glossyboxa. Wydawałoby się, że dawno firmy nie kombinowały z datą ważności produktów, co? A  może po prostu blogerki nie były dość czujne :) 
Pytanie za 100 punktów na dziś brzmi - ile czasu potrzeba na zużycie szamponu? 
W listopadowym pudełku Glossybox wiele osób miało przyjemność dostać pełnowymiarowy szampon Essensity firmy Schwarzkopf. Całe 250 ml, jeśli dobrze czytam na blogach. Fajnie c'nie? Niby fajnie ale kruczek jest taki, że dostaliśmy informację, iż niektóre z tych szamponów (nie wiemy czy wszystkie - nie chcemy wprowadzać nikogo w błąd) mają datę ważności do 12.2013. Nawet jeśli interpretować to w ten sposób, że są ważne do końca grudnia to i tak zalecamy mycie włosów 4 razy dziennie :)
No ok wtopa - na szczęście firma nam wszystko prosto i logicznie wytłumaczyła na FB.

Tak więc, jak widzicie wszystko jest w porządku, bo pudełko było pakowane na początku listopada. Dotarło do klientów pewnie między 10 a 15 listopada a to oznacza cały grudzień i 2 tygodnie listopada na wykorzystanie tego szamponu. A już myśleliśmy, że coś jest nie tak :D Keep calm and myjcie włosy! 
Dajcie nam znać czy i wy się załapaliście na szampony z miesięcznym okienkiem ważności. I może jakie macie patenty na szybsze wykorzystanie szamponu? XD
Post taki na szybko ale aferka wieczorem zawsze spoko. 
Pozdrawiam ;)

czwartek, 28 listopada 2013

Z przymrużeniem oka: PORADNIK AFERKOWA

[Redakcja Aferkowa informuje, że poniższy tekst jest ironią i błaga (!) NIE RÓBCIE TEGO W DOMU]
Jest powszechnie wiadomym, że Aferkowo jest super popularnym blogiem. Trzęsiemy blogosferą i firmami a dział PR nazywa nas blogowym Voldemortem - no po prostu FEJM! Z powodu chwilowego braku większych afer postanowiliśmy podzielić się, na prostych przykładach nadesłanych przez czytelników, naszą receptą na sukces! Może jesteście początkującym blogerem a może po prostu nikt was nie czyta. Nie martwcie się - zaraz to wszystko naprawimy!

1. Nikt cię nie czyta? Nie masz pomysłu na posta? Nic prostszego! Wejdź na wizaz.pl i skopiuj dowolny post! Takie proste! Najlepsze są posty z ładnymi zdjęciami, bo wiadomo, że czytelnik jest wrażliwy na walory estetyczne!
Poniżej przykład jak robić to poprawnie. Warto dodać wstęp od siebie, żeby zainteresować czytelnika a potem już tylko kopiuj, wklej (źródła są dla mięczaków!).

Prosimy również zwrócić uwagę na kreatywność w nadawaniu tytułów - wszak to tytuł jako pierwszy zwraca uwagę czytelnika! Bardzo ważne!
<źródło: http://jusinx.blogspot.com/>

2. Jeśli rada nr 1 nie zadziałała kto wie - może masz zły target? Może trzeba zacząć pisać dla ludzi o innych upodobaniach, o innym wieku a może nawet dla ludzi z innego kraju? No bo co w takiej Polsce można osiągnąć? Szafiarki naczelne już mamy, wszystkim trzęsie Kominek - co tu jest jeszcze do zrobienia? Ale taki Egipt na przykład? Albo Iran! Może tam czeka na kogoś świetlana przyszłość. Normalnie muszę przyznać, że szacun - są w blogosferze tacy poligloci, że ja wymiękam! No bo pisać w języku perskim? (ja aż musiałam w wikipedii sprawdzić jakim językiem mówią w Teheranie). A ja głupia piszę  praktycznie tylko po polsku (i to jeszcze takim łamanym). Najwyraźniej  nie znam się na życiu... (ani na geografii). Uczcie się języków, bo to przyszłość!




<źródło: https://www.facebook.com/pages/Eve-Gore/126225084102975>

3. If all else fails - wróć do podstaw. Pamiętaj, reklama dźwignią handlu! Żeby się sprzedać trzeba się reklamować. Jak najlepiej się reklamować? INTENSYWNIE! Tak, żeby wszędzie było cię pełno! I nie ważne, że ktoś nie chce wejść na twojego bloga! Ty się postarasz, ty go zaspamujesz i spamować będziesz tak długo, aż z bezsilności kliknie! Dlaczego? Bo nie przyjmujesz odpowiedzi "nie". Jesteś zwycięzcą :P Najważniejsza w tym wszystkim jest strategia. Wiadomo, że nie będziesz spędzać bezproduktywnie czasu czytając cudze notki a jednak pola komentarzy na cudzych blogach wydają się być idealną powierzchnią reklamową. Optymalna opcja to napisać uniwersalny komentarz i wstawiać go hurtowo! Najlepiej coś miłego, na przykład "fajny blogasek", "ale masz ładne fotki" - coś w ten deseń. Efekt jest GWARANTOWANY!


Sami nie wiemy, który komentarz lepszy - ten powyżej przy poście o aborcji czy ten poniżej z linkiem do bloga z kradzioną treścią wrzucony na Aferkowo. Moje bohaterki! <3


<źródła: http://kawaii-maniac.blogspot.com/2013/09/jestem-kobieta.html i http://aferkowo-male.blogspot.com/2013/11/moze-to-maybelline-moze-nie.html>

Mamy nadzieję, że rady na przykładach naszych ekspertów pomogą wam w rozwoju swojego bloga. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie i być może nauczy się czegoś nowego. Jeśli macie jakieś inne rady dla początkujących blogerek, to chętnie je zamieścimy (oczywiście materiały graficzne mile widziane).  W razie pytań piszcie w komentarzach, macie też linki ze źródłami, więc w razie gdybyście miały jakieś pytania do naszych ekspertów, to wiecie gdzie ich znaleźć. 
Pozdrawiam!
[Edit: zamazaliśmy zdjęcia naszych ekspertów bo z ich tylko wiadomych względów unikają fejmu]

wtorek, 12 listopada 2013

Może to Maybelline... a może nie.

Od wczoraj na FB szaleje fotka, która wywołała spore zamieszanie. A mianowicie zdjęcie makijażu step by step z wklejonym zdjęciem kosmetyków Maybelline. Wszystko byłoby spoko gdyby nie fakt, że zdjęcie to nie należało do Maybelline, usunięto z niego znak wodny a makijaż wcale nie został wykonany tymi kosmetykami.
Kradzież zdjęć to niby nic nowego ale wydaje mi się ona jeszcze podlejsza gdy robi to globalna marka, która dobrze zna przepisy i nie może zasłaniać się nieznajomością prawa. Na Boga! Marka, która mogłaby napisać do blogera i większość blogerek byłaby szczęśliwa udostępniając im swoje makijaże czy robiąc makijaże dla nich. Ale nie... łatwiej było zrobić kopiuj/wklej i pociąć nieco istniejące acz nie mające nic wspólnego z ich kosmetykami zdjęcie a potem próbować robić reklamę za darmola. Orły i sokołowy PRu.  I tak na ich FB pojawił się ten wpis:
Maybelline Polska szybko zorientowało się, że popełniło poważny błąd. Wiele osób rozpoznało ten tutorial oraz piękne oczy autorki i obrazek szybko zniknął z ich FB. 
Jednak Maybelline to firma globalna, więc nie tylko w Polsce "pożyczono" sobie te fotki. Same zobaczcie:
Naprawdę trudno nam to skomentować. Międzynarodowy koncern powinien mieć jednak więcej rozumku. 
Jeśli chcecie jeszcze poczytać o tej sprawie zajrzyjcie na FB autorki tego tutorialu o tutaj (klik). Myślę, że warto śledzić jak rozwinie się ta sytuacja i mam nadziej, że Maybelline się ogarnie i porządnie przeprosi autorkę makijażu.
Ja Maybelline już podziękuję. 
(swoją drogą moja lista "podpadniętych" firm robi się strasznie długa :P)

wtorek, 29 października 2013

MACwtopa

MACwtopa brzmi prawie jak McBurger XD
Jak wiecie ostatnio mogliśmy się cieszyć z otwarcia internetowej sprzedaży kosmetyków MAC. Informacja o sklepie pojawiła się znikąd i niedługo po niej sklep oficjalnie wystartował. Radości było co niemiara i wszyscy buszowali po stronie, bo oto w końcu MAC prawdziwie zawitał do Polski i stał się marką dostępną ogólnokrajowo!  Fajnie? Fajnie!
Ale!
Okazuje się, że rzeczywistość nie może być taka piękna - o czym można przeczytać w wątku na Wizażu o nazwie Kosmetyki M.A.C. cz. 7. Pierwsze problemy pojawiły się na etapie składania zamówienia - nie można było podać swojego nr telefonu, tylko trzeba było podać zmyślony składający się z jednej powtórzonej wiele razy cyfry a właściwy dosłać do obsługi sklepu mailem. Niby nic takiego - można by to wybaczyć dopiero co powstałemu sklepowi. Tyle na niego czekaliśmy - nic to!
Natomiast ciężko już wybaczyć, kiedy sklep obciąża klientów właściwymi kwotami ale w złej walucie. Okazuje się, że osoby, które postanowiły zapłacić za zamówienie kartą (ten problem nie pojawia się przy opcji płatności przy odbiorze ;) na szczęście) zostały obciążone kwotą zamówienia w EURO. No cóż... 300 zł a 300 euro to jest jednak różnica. 
Mamy nadzieję, że Venila Kostis nie obrazi się za screena:
Póki co - można poczytać na wątku na wizażu - MAC pracuje nad tym, by sytuację rozwiązać. 
I oczywiście trzecia sprawa, czyli numery trekingowe do śledzenia paczek, które nie działają. Niby nic takiego ale ułatwia to czekanie na kuriera... choć nie oszukujmy się, w tym momencie to ich najmniejsze zmartwienie.
Miało być fajnie, miało być miło a tu... zaadaptowano system, który w Polsce działa bidnie i jest gorzej niż średnio, bo ludziom kasę pożarło i muszą teraz czekać na zwroty. 
Nie spodziewałam się takiego fatalnego startu po tej firmie.
Not impressed MAC... NOT IMPRESSED. 

piątek, 25 października 2013

Próbką w blogera

To sprawa, która nieustannie się przewija. Co jakiś czas w blogosferze znajdzie się albo firma, która decyduje się przesłać do recenzji próbki kosmetyków, albo bloger, który się na takie traktowanie zgadza. Na dodatek, żeby było śmieszniej, niektórzy nie rozumieją (uwierzcie, zdarza się to) co jest złego w recenzowaniu próbek i opisywaniu ich efektów na blogu. My wam wyjaśnimy.
Po pierwsze, firma, która decyduje się na wysłanie blogerowi próbek pokazuje jasno swoje nastawienie. Czy na postawie kilku mililitrowych opakowań jednorazowego użytku można napisać rzetelną recenzję? Nie sądzę. A jeśli nie o rzetelną recenzję im chodzi, to o co? O reklamę. Łatwo jest wziąć próbki i porozsyłać po blogerach, niech zamieszczają banery i niech reklamują! Najprostsza, najmniej wymagająca forma reklamy na świecie. 
Po drugie, osoba decydująca się świadomie na współpracę, opartą na recenzowaniu próbek zupełnie nie ceni swojej pracy. Blogerze  - o ile firma ci nie płaci za kampanię, to ty robisz dobrze firmie a nie ona tobie. Oni sobie te kosmetyki promocyjne 5 razy odpiszą od podatku i wyjdą na swoje. A ty musisz przetestować produkt, napisać recenzję i dołączyć zdjęcia. To są godziny wolontariatu. Fajnie by było gdyby chociaż za to otrzymać pełnowartościowy produkt a nie kupkę próbek. Nie oszukujmy się - współpraca to nic innego niż prosta umowa barterowa - ty otrzymujesz produkt oni recenzję/reklamę. Patrząc na pracę niektórych dziewczyn, to naprawdę pełnowymiarowe produkty to niewspółmiernie mała zapłata za ich posty o kosmetyku. 
Co zrobić jeśli zgodziliśmy się na współpracę, firma ma nam wysłać produkt do recenzji a w poczcie znajdziemy stos samych próbek? Napisać do nich, że nie wywiązali się ze swojej części umowy, bo miał być PRODUKT a nie seria próbek i najlepiej współpracę na tym zakończyć (i napisać do Aferkowa :P). 
Po trzecie, jest to trochę odpychające, kiedy wchodzi się na bloga i widzi, jak ktoś pisze tomiszcza o 4 krotnym używaniu próbki i testowaniu jej przez tydzień. Na pewno jest pełno mądrzejszych blogerów ode mnie, którzy sobie wyobrażają co tam się dzieje w tej otwartej folijce i są w stanie powiedzieć jak bardzo może to zaszkodzić naszej twarzy. Niestety, recenzowanie próbek jest też śmieszne - no bo kto oceni krem po próbce? Może mu się co najwyżej konsystencja i zapach spodobać a działanie?  A skutki długotrwałego używania? A coś tak przyziemnego a jakże ważnego jak opakowanie?
Polecanie na podstawie próbki? Każdy normalny czytelnik wyśmieje takiego blogera. 
Blogerzy! Szanujcie siebie i swoją pracę. Jeśli już zdecydujecie się na współpracę to proszę, nie dawajcie się doić za kilka torebeczek, bo znowu Kominek czy inny bloger będzie się z nas śmiał :P Albo Filip Chajzer zacznie o nas kręcić. 

Tymczasem zamieszczamy też screeny z rozdania (mamy case'a!), jakie zorganizowała firma Minus 417 Polska. Najwyraźniej mamy niepowtarzalną okazję wygrać zestaw próbek! 

 ALE TO NIE WSZYSTKO!!

Czujecie się skuszone?
Ja nie wiem, jaki kosmetyk mają przetestować, skoro wygrają co najwyżej zestaw próbek? (jak byk stoi, że nagroda to 6 zestawów próbek - z tego się nie wykręcą).

Najwyraźniej firma nie widzi w tym nic dziwnego, bo kiedy zgłoszone zostały wątpliwości, co do jej zamiarów i co do sensu całego konkursu zareagowali tak:
Świeeeeetny PR... szkoda, że nie słyszą jak klaszczę.
And my personal favourite!
Wyjaśnijmy coś sobie.
Opinia na podstawie 5 ml jest praktycznie nic nie warta. Po prostu nie można traktować jej poważnie. Nie ważne jak ją nazwiemy (kategoria blogowa - oplułam monitor) i gdzie zamieścimy. Ale rozumiem - kiedy występuje potrzeba zamieszczenia krótkiej opinii na tablicy, warto zorganizować konkurs na najlepszą recenzję. Myślę, że każdy czytelnik się domyśli, o co chodzi.

Nie podam wam linka na Fanpage z prostej przyczyny - nabijemy im niepotrzebnie staty.
Wiele osób w wątku konkursowym na Fb piekliło się, że nie powinno się "zabraniać" nikomu pisać takich recenzji i że niepotrzebnie zwrócono uwagę firmie organizującej konkurs. Moim zdaniem potrzebnie - po pierwsze dowiedzieliśmy się, że firma ma w nosie rzeczową opinię a po drugie mieliśmy okazję zobaczyć burackie nastawienie osoby, która prowadzi ich stronę FB (no tak się nie odpowiada potencjalnemu klientowi... ludzie! choćby mnie nożem kroili nic od was nie kupię). Napiszcie co wy myślicie o sprawie.

środa, 25 września 2013

Poradnik aferkowa - Kradzież własności intelektualnej

Kradzież własności intelektualnej jest chyba najczęstszym internetowym przestępstwem.

Szczegóły w tej kwestii reguluje Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Można ją pobrać tutaj: http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU19940240083&type=3 (Oficjalne źródło - Internetowy System Aktów Prawnych. Nie polecam szukania ustawy na własną rękę! W internecie krążą naprawdę dziwne wersje.) W razie jakichkolwiek wątpliwości, w pierwszej kolejności należy zaglądać właśnie tam.


Kilka kwestii ogólnych:
1. Co podlega ochronie?

Zgodnie z art. 1 ust. 1 w/w ustawy:
"Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości,

przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór)."
Ust. 2 bardziej szczegółowo wymienia przykładowe przejawy działalności twórczej. W przypadku blogów/vlogów będzie to głównie grafika, zdjęcia, teksty, filmy, ewentualnie ścieżki dźwiękowe. 


2. Co trzeba zrobić, żeby prawo chroniło twórcę i jego dorobek?

Nic. Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności (art. 1 ust. 4). Oznacza to, że twórca nie musi podejmować żadnych specjalnych działań żeby jego utwory były chronione prawem!


3. Kto jest twórcą?

W kwestii blogów jest to dość interesujący problem. Mianowicie:
"Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej

wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu." (art. 8 ust. 2)
Sytuacją idealną byłoby umieszczanie chociażby swoich inicjałów czy charakterystycznego znaku na każdym zdjęciu czy grafice publikowanym w internecie. W takim momencie nie budzi to żadnych wątpliwości co do osoby autora. Natomiast, w moim odczuciu logicznym jest, że wszystko, co zostało opublikowane na blogu o określonym adresie, opatrzonym konkretnym nickiem jest własnością tej osoby, CHYBA ŻE! zostało zaczerpnięte z innego miejsca w sieci ;)


4. Jakie są więc prawa twórcy?

Dzielimy je na dwie grupy: zbywalne i niezbywalne (osobiste)
Autorskie prawa osobiste (art. 16) to takie, których nie można się pozbyć. Oznacza to, że już zawsze autor pozostanie twórcą danego dzieła i nie można odkupić np. praw osobistych do książki i wydać jej pod własnym nazwiskiem/pseudonimem, pozbywając się poprzedniego z okładki. Wiąże się to również z nienaruszalnością treści i formy etc.

Autorskie prawa zbywalne (majątkowe) możemy jak sama nazwa wskazuje - zbyć, czyli sprzedać, oddać w zastaw, podarować, dziedziczyć itp. Ta grupa praw obejmuje głównie przychody z tytułu bycia autorem. I w tym wypadku, jeżeli ktoś pobiera samowolnie z bloga zdjęcie, po czym wrzuca je na Allegro i sprzedaje dzięki niemu towar - jest to czerpanie korzyści. Bloger/blogerka ma prawo domagać się np. udziału w zyskach. Konkretne stawki przewiduje art. 19 ustawy (serdecznie polecam się zapoznać!)


5. Gdzie jest napisane, że nie wolno "pożyczać" sobie zdjęć/grafiki/tekstów z bloga?
Tu:
"Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego

utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do (...) korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym." (art. 23)

Nie wolno i już. Jest to wprost określone w ustawie.

6. Co więc grozi komuś, kto kradnie?
Jeżeli chodzi o prawa osobiste (nazwisko, sposób wykorzystania itp.):
"Twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadość uczynienia za doznaną krzywdę lub – na żądanie twórcy – zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny." (art. 78)

Bloger ma więc prawo najzwyczajniej w świecie znaleźć prawnika i złożyć pozew cywilny przeciwko osobie, która czerpie korzyści z jego/jej pracy.
Uzasadnione jest też powołanie się na ten przepis i skierowanie w stosunku do osoby użytkującej takie zdjęcie prośby o zaprzestanie. Czyli np. usunięcie z własnej strony/aukcji Allegro etc.


Jeżeli chodzi o prawa majątkowe, art. 79 brzmi bardzo podobnie. Jedyną różnicą jest, że twórca może się domagać nawet i całości korzyści uzyskanych przez kogoś dzięki swojemu utworowi!


7. A jeżeli ktoś sobie trochę zedytuje taki materiał?

Niestety, ale to nic takiej osobie nie da. Zgodnie z art. 79 ust. 7, takie same jak powyższe konsekwencje, spotkają oszusta:
"(...)w przypadku usuwania lub zmiany bez upoważnienia jakichkolwiek elektronicznych informacji na temat zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, a także świadomego rozpowszechniania utworów z bezprawnie usuniętymi lub zmodyfikowanymi takimi informacjami."


8. A co z vlogami?
Sytuacja jest w miarę podobna jak w przypadku grafiki czy tekstów. W razie bardziej szczegółowych pytań, polecam rzucić okiem na art. 94 - 96 ustawy (Prawa do fonogramó i wideogramów)


9. Czy można zrobić coś więcej niż tylko straszenie pozwem cywilnym?

Owszem. Można postraszyć sprawą karną. Rozdział 14 "Odpowiedzialność karna" szczegółowo reguluje tę kwestię (art. 115 i następne).

I tak na przykład:
art. 115 UoPrAut
1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości
lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności
do lat 3.
2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu
twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne
wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie,

fonogram, wideogram lub nadanie.
3. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w inny sposób niż określony w ust. 1 lub ust. 2 narusza cudze prawa autorskie lub prawa pokrewne określone w art. 16, art. 17, art. 18, art. 19 ust. 1, art. 191, art. 86, art. 94 ust. 4 lub art. 97, albo nie wykonuje obowiązków określonych w art. 193 ust. 2, art. 20 ust. 1–4, art. 40 ust. 1 lub ust. 2,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności
do roku.
Itd. itp. Tak jak straszenie pozwem cywilnym może wywołać w oszuście umiarkowany niepokój, tak straszenie sprawą karną, popełnieniem przestępstwa i odsiadką w więzieniu powinno zrobić już nieco większe wrażenie. Można to zastosować nie od razu jako rozwiązanie, ale jako środek do celu - poradzić takiej osobie, aby się zapoznała z prawem i sama rozważyła, co jej się bardziej opłaca ;)


10. Kilka wskazówek praktycznych:

1. Zawsze podpisywać wszystko co się tworzy!
2. Łatwo dojść do tego kto pierwszy wpadł na dany "pomysł" - plik zawsze będzie oznaczony datą powstania ;)

3. Dokumentowanie kradzieży - zanim zaczniesz prosić o usunięcie Twojego materiału z cudzej strony czy grzecznie pytać o udział w zyskach, zrób kopię strony!
4. Mimo, że mamy tu też przepisy karne, ściganie przestępstw zawsze następuje na wniosek pokrzywdzonego.


Tak jak w przypadku poprzednich spraw - niestety, ale bez prawnika i sądu się nie obejdzie. Natomiast warto być świadomym swoich praw i używać tej wiedzy jako argumentu w sporze z kimś, kto próbuje wykorzystać cudzą własność.
Dziękujemy Adzie Urbaniak tworzenie treści Poradnika Aferkowa.

wtorek, 24 września 2013

Kto wygra konkurs? KONKURSOWICZ!

Widzicie fajny konkurs z niesamowitymi nagrodami.
"W sumie czemu nie? Może mi się poszczęści?"
Zaglądacie w regulamin, gdzie wytłuszczonym drukiem, jak byk, napisane
 - zwycięzcą zostanie osoba, która uzbiera najwięcej głosów.
"W sumie ciotka Aśka mi zagłosuje, wujek Kazik i wszystkie kuzynki też, a pierwsza osoba w rankingu ma dopiero 7 głosów, dam radę!"
I choćbyś nie wiem jak się starał, nękał wszystkich znajomych na prawo i lewo... nie uda Ci się.
Bo gdzieś obok czyhają... konkursowicze. 
I nie muszą się wiele natrudzić, żeby pozbawić Cię marzeń o pierwszym miejscu.


Schemat konkursów organizowanych w Internecie jest bardzo prosty. Nie ma to nic wspólnego z filantropią organizatora. Cel konkursów jest jeden:  przyciągnąć klientów. I nie chodzi tu już o kupno dodatkowych produktów, zbieraniu znaczków za zakupy czy kodów kreskowych.
             Firma solidna, o dobrej opinii, podejmująca długofalowe projekty gospodarcze i poprzez uczciwe działanie redukująca ryzyko związane z pokusą uzyskania szybkiego zysku stanowi rzeczywistą wartość uczestników konkursów.

A jak konkursy wygrywają konkursowicze?

Ano w prosty sposób, choć wielu osobom w ogóle nieznany: 
  • Po pierwsze trzeba dysponować ogromem wolnego czasu i po prostu  kochać komputer, Facebooka i inne portale.
  • Po drugie trzeba założyć fakeowe konto na Facebooku, najlepiej na to samo nazwisko, żeby w przypadku wygranej nikt nie wytknął nam niepoprawności danych do odprowadzenia podatku
  • Po trzecie trzeba uzbierać pokaźną liczbę znajomych-fakeów i dołączyć do popularnych grup do wymiany głosów
  • Po czwarte znaleźć konkurs na głosy z fajnymi nagrodami i wygospodarować dużo czasu na kilkanie i odklikiwanie
  • Po piąte umieścić swój link do konkursu na wielu grupach i tylko patrzeć jak głosy się mnożą.


A grup jest baaardzo dużo. Zaczynając od tych polskich, poprzez angielskie, amerykańskie, kończąc na francuskich i rosyjskich.
Bo w fakeowym wygrywaniu konkursów wcale nie jesteśmy najlepsi.
Horror rozgrywa się na grupach obcokrajowców.
To właśnie tam głosy wymienia się w trybie nie 1x1, ale nawet 150x150!


Czy to faktycznie działa i czy faktycznie można mieć AŻ tyle kont na Facebooku?
MOŻNA!
Zapytacie co z weryfikacją telefoniczną? (jakiś czas temu, wobec rosnącej ilości fakowych kont Facebook wprowadził obowiązkowy punkt rejestracji jakim jest nr telefonu. Obecnie na jeden numer można założyć co najwyżej kilka kont w odstępie kilku miesięcy)
Jeśli ktoś kojarzy serwis inclick.pl - to takie zadanie właśnie mógł zobaczyć kilka dni temu.
Sprytne, prawda?


Nie chcemy Was zrażać do konkursów, a jedynie zasugerować
byście wybierali te konkursy, gdzie organizatorzy docenią Waszą kreatywność,
a nie sztukę pozyskiwania fałszywych głosów i mnożenia ilości fanów przez innych!

środa, 18 września 2013

Ile kosztuje popularność?

W ciągu ostatnich dwóch dni blogosfera znów zawrzała... powstrzymamy się przed bezpośrednim skomentowaniem poczynań osoby, która wywołała tę burzę - to nie nasza sprawa. Jednak chcemy porozmawiać o samym procederze jakim jest kupowanie fanów.

Kto z nas prowadząc bloga nie marzy o jak największej liczbie osób czytających nasze wypociny, czy śledzących nas na facebooku? Coraz to nowe pomysły na notki czy poprawianie jakości zdjęć, ba! nawet podrasowywanie wyglądu bloga... to wszystko by zyskać nowych czytelników. Nie oszukujmy się - pisanie bloga dla 5 osób średnio motywuje. Oczywiście, jak zwykle gdy pojawia się jakaś "potrzeba", musi pojawić się też jakiś sposób jej zaspokojenia. Po co pracować skoro fanów można kupić?
Na allegro znajdziemy pełno aukcji na których możemy kupić sobie 500 czy 1000 fanów na facebooku za całkiem sensowne pieniądze. Kusi? Nas nie bardzo.
<źródło: Allegro.pl>

Kupienie fikcyjnych lajków wiąże się ze znacznych podniesieniem statystyk... to fakt, jednak są to fani, którzy z założenia nie będą aktywni. Nie będą oni komentować naszych postów ani czytać naszych notek a jedynie generować sztuczny przepływ na fanpage'u.  Pytanie brzmi więc - po co nam tacy fani?  Bo na pewno nie będą oni nami zainteresowani.

Na logikę, ma to na celu wywarcie wrażenia na ewentualnych partnerach biznesowych... w końcu 1000 fanów robi różnice. Niestety, z perspektywy firmy, która zdecyduje się na współpracę z takim blogerem jest to działanie wysoce szkodliwe. Postawmy się na miejscu firmy kosmetycznej, która chce nawiązać współpracę z osobą, która ma ponad 4500 fanów na fb. Organizując kampanię (nie mówię tu o przesłaniu kosmetyków do recenzji a o płatnej kampanii reklamowej) firma zakłada, że ich reklama trafi przynajmniej do (załóżmy) 50% osób, które są fanami. Realny zasięg tej kampanii może być o wieeeele mniejszy - bo co z tego, że na sztucznym koncie jakiegoś Ahmeda wyświetli się ta reklama skoro nikt jej nie zobaczy?

Do czego zmierzamy - kupowanie fanów jest kolejnym działaniem, które zmniejsza zaufanie firm do blogerów. To nie dotyczy już samej osoby, która się na coś takiego zdecyduje, bo uderza w reputację całej blogosfery. Zamiast wydawać kasę na fałszywe lajki, Aferkowo radzi - popracujcie nad zdjęciami, szablonem, może jakiś poradnik o social mediach? 

Oczywiście, w tym wszystkim jest jeszcze jedna mroczna i jednocześnie zabawna strona tego procederu - jak się nie daj Boże ktoś zorientuje, że w ciągu 3 dni przybyło nam tysiąc czy 2 tysiące lajków (na dodatek większość z Egiptu) to naprawdę zamiast fejmu wyjdzie... wiocha. 

czwartek, 5 września 2013

Sokołów łaskawie wybacza i nie tylko...

Przed godziną na profilu Sokołowa pojawiło się oświadczenie, że przyjmują przeprosiny Piotrka Ogińskiego i wycofują pozew. Fajnie, nie? Fajnie byłoby gdybym nie przeczytała reszty oświadczenia. Przyznam, że poczerwieniałam ze złości i nie omieszkałam skwitować całości soczysty "whaaaat theee ffffffff". 
Poniżej zamieszczam treść:

Czyli jednym słowem Sokołów teraz zbierze do kupy "SPECJALISTÓW" i powie nam, co możemy a co nie. Fajnie.  Dobre praktyki? Serio? Zróbcie nam kurde listę w punktach! Urokiem blogowania jest to, że każdy robi to po swojemu, wyraża co chce i jak chce - dziękuję producentowi parówek za zainteresowanie ale lepiej niech się trzyma swojej dziedziny i do blogowania nie wpier***.  Jak będziemy chcieli wyrobić sobie dobre praktyki w tej branży to zrobimy je sobie sami. Dziękuję. 
Kończę, bo jestem na maxa wzburzona. 
Co o tym myślicie?

poniedziałek, 2 września 2013

Bo grunt to dobra komunikacja...

Często mówi się w blogosferze o tym, jak wyglądają kontakty blogera z firmą i w drugą stronę. Nie bójcie się, nie będziemy przepisywać podręczników z komunikacji. Tym bardziej, że z komunikacją tak już jest, że Bóg jeden wie, w którą stronę pójdzie, co komu przypasuje i czy po kilku mailach nie będziecie czasem żartować z biznesowym partnerem. Jednak tak jak blogerom nie wypada pisząc pierwszy mail do firmy upychać w nim uśmieszków, bo co tu dużo pisać, możemy zostać uznani za niepoważnych, tak samo należy wymagać pewnego standardu komunikacji z drugiej strony. 
Na tym pozwolę sobie zakończyć ten wstęp i zaprosić was do zapoznania się z najnowszym internetowym skandalem, z którego każdy specjalista od PR powinien wziąć nauczkę na temat tego jak do blogera zwracać się NIE NALEŻY. 
O tym dramacie w aktach dwóch przeczytacie TU i TU.
Życzę miłej lektury. Po certyfikaty z przeszkolenia z zakresu komunikacji w biznesie prosimy zgłaszać się do Redakcji Aferkowa :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Szanowni PR-owcy Sokołów, czyli nie zadzieraj z internautami...

Akcja z Sokołowem zatacza coraz szersze kręgi, a nie do dziś wiadomo, że internet pamięta.. i to dużo.
Jednym słowem pozew Sokołowa był strzałem w stopę, kolano i rękę, która mieli tatar, a użytkownicy nie zostawiają na firmie suchej nitki...














sobota, 24 sierpnia 2013

Poradnik aferkowa - hejting, groźby, kradzież tożsamości.

Od początku powstania aferkowa wypłynęło już sporo afer. Były to między innymi sprawy groźb, czy kradzież tożsamości, a osoby dotknięte tym problemem często pozostawały w martwym puncie na froncie z osobami atakującymi, czy oszustami. Od dłuższego czasu po głowie chodził nam poradnik dla ofiar takich zdarzeń i z pomocą przyszła nam Ada, która opisała procedury, które mogą się przydać każdemu z Was (mam nadzieję, że nie, ale warto dmuchać na zimne).


-----------------------------------------------------------------------------------


W przypadku nękania sprawa jest w zasadzie dość prosta. Zależnie od stopnia natężenia tych działań, można mówić o dwóch sytuacjach:
Lżejszej:
Art. 107. Kodeksu wykroczeń
Kto w celu dokuczenia innej osobie złośliwie wprowadza ją w błąd lub w inny sposób złośliwie niepokoi, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1 500 złotych albo karze nagany.

I cięższej:
Art. 190a. Kodeksu karnego
§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Sprawa jest tym bardziej poważna, kiedy zaczynają się groźby:
Art. 190. Kodeksu karnego
§ 1. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Jak najbardziej, adresat takich internetowych 'komentarzy' ma prawo czuć się zagrożony ze strony autora i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. 

W takiej sytuacji należy się udać na policję i zgłosić nękanie lub groźby pod swoim adresem. Niestety, organy ścigania w naszym kraju mogą nie zareagować, twierdzić, że jest to znikoma szkodliwość itp. Może się skończyć tylko na pouczeniu danej osoby. Pozytywne w tej sytuacji może być to, że zostaną wyśledzone dane personalne takiej osoby, czyli będzie wiadomo z kim dokładnie mamy do czynienia.

Można również wnieść o zakaz zbliżania i kontaktowania się. Jest to o tyle skuteczne, że po pozytywnym rozpatrzeniu, autor takich komentarzy zostanie pociągnięty do odpowiedzialności w przypadku absolutnie każdego kontaktu, szczególnie jeżeli będzie miał on taki sam charakter jak poprzednie usiłowania.

Alternatywą jest pozew cywilny, złożony z tytułu zniesławienia. Niestety, to oznacza sprawę sądową oraz pewnego rodzaju inwestycję - założenie sprawy kosztuje, warto też wynająć prawnika itd.

Z rzeczy, które mogę dodatkowo poradzić - zabezpieczać wszystkie maile, komentarze i wszelakie kontakty. Gromadzić potencjalne dowody w sprawie.
Dobrze jest też zapoznać się z regulaminem serwisu na którym się bloguje/vloguje/działa i ewentualnie zgłosić administratorowi takie sytuacje. Absolutnie nie odpowiadać na takie zaczepki! To tylko prowokuje taką osobę i dostarczy nam jeszcze więcej nieprzyjemnych sytuacji. Ponadto w razie jakiegokolwiek postępowania, może to budzić wątpliwości i być pożywką dla obrony.

No i niestety, w takiej sprawie bez policji, sądu i prawnika się nie obejdzie. Dlatego polecałabym się zastanowić czy gra jest warta czasu, pieniędzy i nerwów. Bo jakkolwiek podnoszą mi ciśnienie takie sytuacje, uważam, że nie zawsze jest sens się tym przejmować. Natomiast gorąco zachęcam do zgłaszania sytuacji gróźb i działania w momencie gdy czujemy się zagrożeni. Nigdy nie wiadomo z kim mamy do czynienia i być może są to jedynie słowa, ale nie wykluczone, że od słów autor przejdzie do czynów. Poczucie bezpieczeństwa i zdrowie nie mają ceny."



Kradzież tożsamości w świetle prawa karnego klasyfikujemy jako podszywanie się:

Art. 190a Kodeksu karnego:
2. Tej samej karze [pozbawienia wolności do 3 lat] podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.

W przypadku Odette Swan sprawa nie jest taka oczywista, ale posłużę się jej przykładem żeby wyjaśnić problematykę takich sytuacji.

Ona jako osoba fizyczna nie poniosła z tytułu oszustki żadnych bezpośrednich szkód. Nikt nie podpisał się jej nazwiskiem na żadnej umowie, która ją poważnie obciążyła finansowo ani nie ujawnił żadnych poufnych danych.

Firmy są poniekąd same sobie winne. Nie sprawdziły dokładnie z kim się kontaktują i czy aby na pewno jest to ta osoba. I tutaj można wysnuć wniosek, że pośrednio zaszła szkoda. Ponieważ następnym razem taka firma zastanowi się kilka razy zanim będzie chciała podjąć z autorką bloga współpracę. I to jest szkoda zarówno majątkowa (brak obustronnych profitów dla firmy i autorki) jak i osobista (dobre imię blogerki i zaufanie wobec niej zostały nadszarpnięte). Odpracowanie szkód zapewne trochę zajmie, a sama blogerka przecież w ogóle tych szkód nie spowodowała.

Jeżeli zaś chodzi o praktyczną stronę tej sprawy, ponownie, w grę wchodzi złożenie doniesienia na policji i sprawa sądowa, która się może trochę ciągnąć. Takie już te nasze polskie realia.

Polecam zabezpieczać wszelakie nieopatrznie porzucone przez oszustów informacje i gromadzenie ich w celach dowodowych.
Natomiast przestrzegam przed ujawnianiem publicznie danych osobowych takich ludzi. Może się to skończyć nieprzyjemnie - sprawą sądową z tytułu zniesławienia. A tacy ludzie wszędzie znajdą sobie łatwy zarobek niestety.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Niedługo znajdziecie tu porady co zrobić w przypadku kradzieży zdjęć, tekstu czy innej własności intelektualnej.

Czy są jeszcze jakieś kwestie, które Was nurtują? Myślicie, że polskie prawo działa po naszej stronie? Czy w Polsce jest sens walczyć czy jest to walka z wiatrakami?

czwartek, 22 sierpnia 2013

Stanowisko Sokołowa w sprawie pozwu Paei100

Dziś na oficjalnym FB firmy Sokołów S.A. pojawiło się oświadczenie w sprawie pozwu przeciwko Piotrowi Ogińskiemu. Sokołów napisał:
Możecie to oświadczenie wraz z komentarzami przeczytać na oficjalnym FB Sokołowa
Co o tym myślicie? Ja osobiście nie widzę nic strasznie nierzetelnego i oczerniającego w testach Paei100 (w linku w poprzedniej notce na Aferkowie znajdziecie jego filmik) i uważam, że Sokołów mocno przesadza a trzymanie się tej wersji na pewno nie sprawi, że ludzie zapałają do nich sympatią.
Jednym słowem jak dla mnie tłumaczenie Sokołowa jest o kant tyłka rozbić.

środa, 21 sierpnia 2013

Blogerze... uważaj co piszesz!

Od jakiegoś czasu blogosfera (nie tylko kosmetyczna) huczy przez sprawę Piotra Ogińskiego czyli vlogera Paei100. Zasłynął na youtube przywitaniem "Siemanko, witajcie w mojej kuchni" i testami różnych produktów. Testy wykonywał porównując produkty różnych producentów... między innymi wziął pod lupę zupki chinskie, parówki i tatary. Te ostatnie mogą go słono kosztować, bo Sokołów poczuł się najwyraźniej głęboko dotknięty niskimi notami i po prostu Piotra zaskarżył. 

Jak dalej potoczyła się ta sprawa? Wychodzi na to, że rozprawa się dopiero odbędzie ale póki co Sokołów wystąpił z wnioskiem o zdjęcie filmików. Oba filimi, o parówkach i tatarze, z kanału Paei100 zniknęły a konsumenci zaciskają pięści ze złości, że Sokołów posunął się do pozwu, by uciszyć vlogera.

Jak można się spodziewać cała sytuacja odbiła się czkawką Sokołowi, bo nikt nie lubi cenzury w internecie i teraz jego fanpage jest zasypywany wiadomościami od ludzi, których postawa firmy oburza. 

Więcej o sprawie przeczytacie tutaj:
znajdziecie tam również linki do usuniętych z kanału paei100 recenzji.

Co o tym myślicie? Czy jest szansa na jakiekolwiek rzetelne recenzje skoro być może wszyscy niedługo będziemy musieli uważać na to, co piszemy w recenzji i z czym porównujemy produkty? Nagle okazuje się, że wolność słowa wolnością słowa, recenzja recenzją ale powiedz coś złego a skończysz w sądzie. 

Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Moim zdaniem Sokołów strasznie sam sobie zaszkodził - każdy chce zobaczyć usunięte filmiki, wybuchła wokół tego straszna afera, wylądowali kilkanaście razy na wykopie a konsumenci się obrazili.
I choć Paei100 nie lubię to współczuję mu i mam nadzieję, że w sądzie wygra. 

wtorek, 20 sierpnia 2013

Uwaga! Kolejni blogerzy-oszuści!

Dziś znów przykra sprawa, o której poinformowała nas Syllunia:

"Trochę się spóźniłam z tą wiadomością, ponieważ jedno z rozdań oszustki kończy się już dzisiaj, ale mam nadzieję, że nagłośnimy tą małą aferę aby zapobiec kolejnym w przyszłości.

Właścicielka bloga http://alepaznokcieee.blogspot.com/ ewidentnie chce zgromadzić, jak największą liczbę fanów na blogu i na facebooku oszukując wszystkich kradzionymi zdjęciami.

1. Wszystkie jej torebki i buty i "zapożyczone" zdjęcia z bloga: http://tildafingal.blogg.se/2011/january/

2. Zdjęcie nagród z POWITALNEGO ROZDANIA skradzione jest z bloga: http://pearlsandmyths.blogspot.com/2013/03/zakupy-balea-czyli-wielka-paka-wrazen.html

3. Zdjęcie nagród z ROZDANIA NA FACEBOOKU skradzione jest z bloga: http://www.kleiderkreisel.de/damenmode/hand-and-nagelpflege-kosmetik/6533879-8-teiliges-nagellack-set "


Dowiedziałyśmy się też, że makijaże, które się pojawiają na jej blogu pochodzą z tego bloga:
http://hiilen.blogg.se/

Aż trudno mi to skomentować, bo wiem ile pracy każda z nas wkłada w robienie zdjęć (łażenie za światłem po całym domu), ich obróbkę i napisanie notki... ale jak widać, niektórzy wolą iść na łatwiznę i wykorzystać pracę innych. Wstyd!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Pokemony, jednorożce i inne nastolatki.

Ostatnio nieodłączną częścią większości blogów są ich fanpage na FB. Kiedy potencjalny kontrahent pyta nas o statystyki zalicza się do nich także nasza liczba fanów na tymże portalu społecznościowym.
Blogi rosną w siłę, z dnia na dzień fanów przybywa, ludzie chętniej czytają, a publikowane treści na dobre magnetyzują.
Bloger wie jak dogodzić czytelnikom. Wystarczy od czasu do czasu przeprowadzić rozdanie, rzucić kilka produktów na "pożarcie". Liczba osób, które powtórnie udostępniają informację o losowaniu zamienia się w echo. Odbija się między skałami i nigdy nie ginie. Fanów przybywa. Jest target.
Może nie nowością będzie aplikacja dostępna dla fanpage - Top Fans. Przecież w blogowaniu i administrowaniu fanpage chodzi o to, żeby się mówiło - "buzz" jaki by nie był musi być.

Top Fans  to specjalna aplikacja umożliwiająca przydzielanie punktów najbardziej aktywnym uczestnikom stron. Dostaje się je za wszystko - za komentarz do posta, udostępnione zdjęcie, wrzucony link.
I zaczyna się.
To co potocznie zwane jest rankingiem Top Fans można spokojnie nazwać bojem nastolatek i spamerów.



Rozpoczyna się wyścig. Z profesjonalnego fanpage, który chcieliśmy prowadzić nagle robi się śmietnisko. Lawina "hejciaszków","dobranocek","kissków" czy opisów o tym jak dziś parzyłem swoją kawę lub że moje łóżko miało dziś najsilniejsze pole grawitacyjne, pojawia się tylko po to, ażeby w rankingu wspiąć się na wyżyny. Nagle fanpage traci swój sens.
Tam gdzie zwykło rozmawiać się o kosmetykach przewijają się rozmyślania mechanika samochodowego, a blogi kulinarne czy szafiarskie muszę poradzić sobie z falą narzekań na obecne upały. Nie ma już merytorycznej rozmowy, brakuje trafnych uwag, szczerych przemyśleń...
Miesiąc mija, a nagrodę trzeba przyznać. Czasem z bólem serca, bijąc się w pierś i plując sobie w twarz, że postawiliśmy na ilość, a nie na jakość.



Możemy też zawsze przyznać własne punkty za merytorykę i wystawić się na wiele często niepochlebnych komentarzy wystawionych przez sfrustrowanych przegranych...



Aferkowo informuje, aferkowo nie ocenia.
Ku przestrodze dla blogerów - lepiej stawiać jednak na jakość, a nie ilość. 
A regulaminy, które stworzymy przy okazji rozdania czy konkursu muszą być proste i klarowne, zwłaszcza wtedy kiedy czytane są przez ShALooOOooNE i $łiTAaŚnE 13-latki
Kij raz włożony w mrowisko na długo wystawi nas na pożarcie mrówek.

środa, 14 sierpnia 2013

Stanowisko w sprawie wycieku danych TBS

Krzysztof Starzecki14 sierpnia 2013 09:50

Szanowni Państwo,

Na wstępie, w imieniu organizatora, agencji facead, chciałbym najmocniej przeprosić za zaistniałą sytuację oraz dokładnie opisać zdarzenie do jakiego doszło kilka dni temu.

W piątek 9 sierpnia 2013 roku o godzinie 12:00 zakończyła się pierwsza runda konkursu dla testerek. Naszym celem było umożliwienie jak najszybszej a zarazem dokładnej metody na przeanalizowanie wszystkich zgłoszeń i wybór osób, które będą mogły uczestniczyć dalej w akcji oraz mieć szansę na wygranie kolejnej nagrody. Zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie całego procesu w sposób elektroniczny z wykorzystaniem formularza zawierającego zgłoszenia do konkursu.

Dostęp do formularza został zabezpieczony z wykorzystaniem specjalnego linka z unikalnym dodatkowym ciągiem znaków, czyli z wykorzystaniem zabezpieczenia, które, np. często stosuje się przy odzyskiwaniu hasła, kiedy wysyłany jest, podobnie przygotowany, link na adres poczty email osoby odzyskującej dostęp do swojego konta.

O godzinie 12:01 dostęp w postaci zabezpieczonego linku został przesłany do członków Komisji Konkursowej. Rozpoczęła się weryfikacja zgłoszeń, nie tylko na podstawie odpowiedzi na pytanie,

ale również poprzez odwiedzanie zgłoszonych blogów, co skutkowało zapisem w statystykach blogów adresu listy zgłoszeń i nieoczekiwanie umożliwiało niepowołany do niej dostęp.

O godzinie 15:39 tego samego dnia uzyskaliśmy informację od jednej z uczestniczek akcji o luce bezpieczeństwa i bezzwłocznie zablokowaliśmy jakikolwiek dostęp do listy zgłoszeń. O godzinie 17:09 dostęp został przywrócony jedynie uprawnionym osobom po uprzednim dodatkowym zabezpieczeniu listy autoryzacją z wykorzystaniem loginu i hasła.

Tego samego dnia dokonaliśmy weryfikacji procesu wyłaniania testerek, tak, żeby wyżej opisany incydent nie miał żadnego wpływu na listę nagrodzonych uczestników. Żadne zgłoszenie nie zostało usunięte.

Po wnikliwym przeanalizowaniu logów serwera między godzinami 12:01 a 15:39 na stronę formularza weszło 7 użytkowników, z czego 2 z nich należało do Komisji Konkursowej a jedną była uczestniczka akcji, z która byliśmy w kontakcie. Cztery inne osoby pozostawiły po sobie swoje adresy IP i numery ID swoich blogów.

Mimo, że liczba osób, która uzyskała nieuprawniony dostęp do listy zgłoszeń była minimalna, pragnę poinformować, że wyżej wymieniona sytuacja została przez nas potraktowana bardzo poważnie i dlatego jeszcze raz chciałbym najmocniej przeprosić i zapewnić, że dołożę wszelkich starań, żeby nigdy więcej się nie powtórzyła.

W razie dodatkowych pytań, pozostaję do Państwa dyspozycji i proszę o bezpośredni kontakt.

Z Wyrazami Szacunku,

Krzysztof Starzecki

new business director

agencja facead

krzysztof.starzecki@facead.pl


---------------------------------------------------------

Szanowni Państwo,

Pragniemy jeszcze raz poinformować, że sytuacja, którą Panie opisują, jest niezamierzonym błędem programistycznym. Dostęp do listy zgłoszeń możliwy był tylko przez specjalny link. Do autoryzacji użytkownika, używany był klucz zabezpieczający przekazywany w adresie URL. Błąd polegał na fakcie, iż powyższy adres był indeksowany poprzez systemy do zbierania statystyk i była to jedyna możliwość poznania go.
Z zebranych przez nas danych na podstawie logów serwera wynika, że żadna osoba postronna nie miała możliwości, poznania danych, prócz pięciu uczestniczek akcji, których adresy IP oraz adresy blogów są nam znane.

Pragniemy poinformować także, że błąd ten został usunięty prawie natychmiast, po informacji od jednej z uczestniczek. Naprawienie błędu polegało na wprowadzeniu dodatkowej autoryzacji użytkownika, poprzez login i hasło.

Prosimy raz jeszcze o przyjęcie przeprosin.

Zdarzenie powyższe miało charakter incydentalny i całkowicie niezamierzony. Mogę Panie zapewnić, że cały zespół naszych programistów dołoży wszelkich starań, aby tego typu pomyłka nie zdarzyła się w przyszłości.

Zapewniamy także, że monitorujemy całą sprawę i jeśli tylko pojawią się jakieś przesłanki do zawiadomienia organów ścigania czy innych instytucji właściwych uczynimy to jako pierwsi.

Raz jeszcze dziękujemy za czujność w tej sprawie.

Traktując sprawę bardzo poważnie, prosimy także o kierowanie oficjalnych pism i dokumentów na adres pr@facead.pl, co pozwoli nam na szybką i merytoryczną odpowiedź.

Z Wyrazami Szacunku,

Krzysztof Starzecki

new business director

agencja facead

krzysztof.starzecki@facead.pl

wtorek, 13 sierpnia 2013

Jak wywołać miodową aferę...

The Body Shop to chyba marzenie każdej początkującej blogerki. Może by tak jakąś współpraca? Może choć próbka do zrecenzowania? Firma ciesząca się dużym uznaniem nie tylko w Polsce, ale też na świecie - "to by było dopiero gdyby wybrali na ambasadorkę marki właśnie mnie, prawda?".
Marzenia, sny, dzika ochota, a kiedy pojawia się okazja...

można narobić niezłego bigosu! Zwłaszcza wtedy kiedy do współpracy zaprasza się jedną z nowych social mediowych firm. Blogosfera i wszelkiego rodzaju program ambasadorski czy testerki wybierane do zrecenzowania nowego produktu to trochę jak stąpanie po cienkim lodzie, bo przecież promocja tanim kosztem nie zawsze musi się udać...

Tak też jest w przypadku ostatniej akcji testowania organizowanej przez The Body Shop we współpracy z agencją FaceAd. Zapewne wiele blogerek kosmetycznych i nie kosmetycznych wzięło w niej udział, bo do zgarnięcia było aż 150 masełek z najnowszej kolekcji.
Do zadań przyszłych testerek należało wypełnienie banalnego formularza - imię, nazwisko, adres bloga numer telefonu, adres zamieszkania i odpowiedź na pytanie "Podaj 3 powody dlaczego to właśnie Ty masz zostać testerką".

Akcja zakończyła się wraz z wybiciem godziny 12 9.08.2013. W tym samym momencie jury przystąpiło do wybierania przyszłych recenzentek masełka.
I wszystko pewnie poszłoby jak po maśle gdyby nie jedno uchybienie firmy koordynującej projekt.
Serwer na którym zgromadziły się odpowiedzi nie został zabezpieczony żadnym hasłem!

Niczego nieświadome jury przeglądało blog za blogiem zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że na platformie blogujące, google analitics zostawia po sobie ślad w postaci linku przekierowującego...


Bloger - stworzenie ciekawe i choć zwykło się się mawiać, że to pierwszy stopień do piekła gotowy jest zaryzykować i zrobić krok. Klika, klika, ładuje, ładuje... w mig biała storna zapełnia się zgłoszeniami blogerek.
Mało tego. Pojawiają się adresy blogów, adresy zamieszkania, telefony, maile.
Czyżby mały blogerski wyciek? Dane, danymi nie dotyczą zdrajców narodowych, ani inny terrorystów. Nikt nikogo nachodzić nie będzie, z wysyłką SPAMu pewnie też się wstrzyma. Blogerskie dane świata nie zawojują, nie mniej w dalszym ciągu pozostają danymi, których bloger z pewnością nie chce podawać na tacy całemu światu...




Ktoś jednak nie dopilnował całej akcji. I nie można tu winić samego The Body Shop'a, a jedynie agencję marketingową, która albo nie posiada odpowiedniego doświadczenia w branży, którą się zajmuje, albo zwyczajnie się jej nie chciało blokować serwera przed wścibskimi blogerami - nie wiemy.

Treść zgłoszenia, dane adresowe, a w prawej kolumnie akcję, którą osoba znajdująca się na stronie mogła podjąć - zaakceptować zgłoszenie, odrzucić lub pozostawić w kolejce. Sfrustrowany bloger widząc swojego bloga wśród odrzuconych mógł jednym kliknięciem na powrót zostać testerem nowego masełka The Body Shop.




Sytuacja, która absolutnie nie powinna mieć miejsca. Poinformowała nas o niej jedna z blogerek, ale zakładamy, że owe dane stanowiły dostęp dla szerszego grona. Wisiały w sieci przez ok. 6h. Każdy, kto pozyskał link do serwera w tylko sobie znany sposób mógł jednym szybkim ruchem przekopiować niezłą bazę mailingową za darmowo i bez żadnego wysiłku. Dopiero koło godziny 19 pojawiło się... hasło.

Akcja z pewnością rzucająca złe światło na niedociągnięcia zarówno agencji koordynującej, ale też samego The Body Shop. Ciekawi jesteśmy co oni na to, w końcu regulamin był prosty i klarowny - dane potrzebne do rozstrzygnięcia konkursu i wysyłki nagród.
 Tymczasem mogą już dawno być w drodze do Wąchocka czy innego Tokio Hotel...


-------------------------
EDIT 13-08-2013, 21:45

The Body Shop - "Poprosilibyśmy o kilka chwil cierpliwości na zebranie danych oraz m.in. logów serwera w celu dokładnego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji."

Będziemy informować na  bieżąco. Proszę wstrzymajcie się ze wszelkimi działaniami do momentu wyjaśnienia i oświadczenia firmy.