sobota, 13 lipca 2013

Rossmann i tajemnica ochroniarza

Hej!
Dziś post, sponsorowany przez k*rwiki w moich oczach. 
Muszę się gdzieś wyżyć, bo po prostu mnie roznosi, Rossmann doprowadza mnie na skraj rozpaczy ostatnio. Dziś wybrałam się na szybkie zakupy przed planowanym wyjazdem. Oprócz tego postanowiłam złapać te błyszczory, które tak zachwalano w wibo boxach. Ja tam lubię błyszczory, jeden kolor na fotkach mi wpadł w oko to myślę sobie "to jest śmieszna kasa, do kieszeni w sam raz,  a dodatkowo jak zgubię to nie będzie tragedii" (ja często gubię XD). Kupiłam. Przyjechałam do domu. Otwieram błyszczora i co? MACANY! Nosz k*rwa! 
Jest to dosłownie pierdyliardowy raz, kiedy przychodzę do domu i okazuje się, że kosmetyk, z którym wróciłam był w jakiś sposób próbowany/otwierany/macany. I naprawdę szlag mnie już trafia! Nie kupię tam już lakierów, bo jak przychodzę to okazuje się, że jest glutem w środku. Nie kupię tuszu, bo okazuje się, że jest wyschnięty, no i ewidentnie nie kupię już błyszczora, bo sorry ROSSMANN ale nie chcę się maziać po ustach czymś co maziało po innych powierzchniach obcych. 
Staram się sprawdzać, czy kosmetyki, które kupuję były używane przy kasie albo w przypadku lakierów czy nakrętkę trudno poluzować ale:
a) to nie zawsze działa,
b) nie zawsze o tym pamiętam,
c) nie powinnam musieć tego robić.

Naprawdę nie jest to dla mnie nowa kwestia, nie jest to dla mnie żadne zaskoczenie i pewnie bym się aż tak nie oburzała, bo to w końcu kosmetyk za dosłownie drobne ALE WK*RWIA MNIE NIEZMIERNIE FAKT, ŻE DOSŁOWNIE NA WPROST STOISK Z KOLORÓWKĄ STAŁ PAN OCHRONIARZ. Ktoś jest w stanie mi powiedzieć co oni tam robią? Bo jak Boga kocham, ciągle słyszę o natrętnych ochroniarzach co łażą za wizażankami krok w krok i obmyślają coraz to pikantniejsze teorie spiskowe z nimi w rolach głównych a tymczasem w Poznaniu sytuacja jak widać na pełnym ludzie. Sama byłam świadkiem (i teraz szokas) jak jedna babka otwierała wszystkie po kolei tusze, żeby posprawdzać szczoteczki (bo kurde jak jest takie same opakowanie to jednak nigdy nie wiadomo a nóż/widelec trafi się w 4 tuszu od końca inna szczoteczka - totalnie logiczne). Ochroniarz nawet nie drgnął! Ktoś zwrócił babie uwagę a ona nic. Ochroniarz dalej nic. Trzeba przyznać, że gość to miał stalowe nerwy! Dosłownie w tym momencie mam ochotę iść do Rossmanna stanąć przed ochroniarzem i zacząć  się mazać po twarzy byle czym robiąc jednocześnie głupie miny bo podejrzewam, że ktoś im przykazał się nie ruszać a najlepiej w ogóle nie reagować na otoczenie i stoją jak grenadierzy przy pałacu Buckingham...  Mam wielką ochotę zapytać, czy może Rossmann wie po co zatrudnia ochroniarzy?  Bo jak do ozdoby to powinni mieć ładniejsze kurtałki!
Eeeeenyłej kończę tę tyradę oświadczeniem, że mam Rossmanna w tyłku i więcej nie kupię tam niczego, co mogę znaleźć w jakimkolwiek innym sklepie! Witaj Hebe z kompetentnym (przynajmniej w tej kwestii) personelem i żegnaj Rossmanie, ty flejo!


60 komentarzy :

  1. niestety trafił mi się ZALANY tusz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zalany? Noł łej? Ale że jak? O_O

      Usuń
    2. http://2.bp.blogspot.com/-kWIYrNEVcyE/UbXahD2xghI/AAAAAAAAEog/5JQzJ_Mx0Ks/s1600/SS850373.JPG :/

      Usuń
    3. O fak! Faktycznie zalany! Nie no - co jest z tymi ludźmi?! ;/

      Usuń
    4. nie wiem ... :/ ciekawe jak jest w innych państwach, czy tylko u nas tacy ludzie są? Jakby po raz pierwszy zobaczyli tusz do rzęs? Tragedia!

      Usuń
    5. Szczerze mówiąc w Niemczech i Czechach robiłam zakupy tylko kilka razy i nie miałam takich problemów. Ale też było to jakiś czas temu i nie miałam wtedy takiego parcia na kolorówkę więc mogę nie pamiętać jak to dokładnie wyglądało. W Irlandii za to ten sam problem, dużo rzeczy zmacanych (ale tam jest dużo Polaków więc wiesz... :P).

      Usuń
    6. Ja w Niemczech kupiłam totalnie wyschnięty i maziany róż do policzków w musie ;) Plus parę macanych cieni do powiek... Także w Niemczech nie jest lepiej;)

      Usuń
    7. W Londynie niektóre firmy mają oryginalnie "zapieczętowane" tusze w taki sposób: http://www.ebay.co.uk/itm/MAX-FACTOR-LASH-ENHANCER-401-RICH-BLACK-MASCARA-9-ML-Package-Opened-But-New-/310592977592?pt=US_Makeup_Eyes&hash=item4850c8bab8 (aukcja nie należy do mnie, podaję jako przykład), także zawsze masz pewność, że kupujesz niemacany. Nissiax83 na swoim blogu kilka razy pokazywała, że w USA też w taki sposób sprzedawane są tusze, czyli w niektórych krajach trochę higieny można spotkać. Może kiedyś doczekamy tego w PL ;)

      Usuń
    8. W Carrefourze w Arkadii przy kosmetykach jest kilka szaf Rimmel, Astor i coś tam jeszcze - kosmetyki np tusze mają taką filię ochronną, co by nie odkręcać - wielki plus!
      Ale kupując w Rossmannie jeszcze nic takiego zgluciałego nie kupiłam na szczęście! :)

      Usuń
  2. Hebe wcale nie lepsze. Ostatnio chciałem kupić balsam, a tam wszystkie umazane. Zapytałem pani, czy mają inne, bo te są umazane, na co ona, że nie... Co się dzieje z ludźmi? 1. powinni poskromić swoje żądze. 2. powinny być testery, choć nawet jak są - ludzie otwierają produkty. Dafuq!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? A ja ostatnio byłam pod takim dobrym wrażeniem hebe :( MrMajlajf, tracę wiarę w ludzi... i sklepy :(

      Usuń
    2. Przypomniało mi się, że ostatnio byłem w H&M! Na ziemi leżała maskotka z -uwaga! pogryzioną metką. Mówię 'pewnie z dziecięcego, podniosę'. ii ona była cała mokra. Chyba świeżo żuta... : DD

      Usuń
    3. Buahahahhaha nie mogę XD

      Usuń
    4. Pewnie dziecko było płaczące i mamusia dała maskotkę, żeby dziecko się uspokoiło...masakra:/

      Usuń
  3. Mam podobne spostrzeżenia. Albo ochroniarz siedzi przy kasach i pierdzi w stołek, albo łazi za kimś po chamsku krok w krok i tylko czai czy nie zapełnia kieszeni/torby/plecaka. Żeby zwrócił uwagę by nie macać kosmetyków? Po co?

    Bardziej jednak dziwi mnie to, że przy szafach bardzo często kręcą się pracownice drogerii i one także zupełnie nie reagują, a nawet bardzo często same doradzając klientkom otwierają, macają i mażą (i to nie testerami).

    Inna, irytująca rossmannowska przypadłość. Nie kupię już więcej żadnej kolorówki od nich: zglutowane, rozwarstwione lakiery, rozpływające się pomadki, twarde cienie. Szafy z kolorówką są tak na maksa rozgrzane tymi cholernymi żaróweczkami, że wcale się nie dziwię, że produkty nie nadają się do użytku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, babki które tam pracują czasem też mnie załamują. Te praktyki z otwieraniem i pokazywaniem produktu spotykam jednak częściej w Naturze (tu w tym miejscu chcę pomachać Naturze, bo uważam, że pod względem wymazianych kosmetyków zdecydowanie przoduje). Łapki mi już opadają :P

      Usuń
    2. Rossmann fuj, Hebe ble, Natura tysz. Jak żyć?!

      Usuń
    3. Dokładnie! To jest poważne pytanie :/

      Usuń
    4. W Superpharmie kosmetyki są pozaklejane. Może to jakiś sposób!

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Tylko do Superpharmu nie każdy ma dostęp. Ten w Krakowie np jest jeden i mi totalnie nie po drodze. A Rossmann na każdym kroku. I to jest dla mnie zawsze dowód, że najlepiej to iść do jakiejś osiedlówki, u mnie w miasteczku też mam jeden stały sklep, wszystkie kolorówki za ladą i pani podaje i jakoś bardziej uwierzę, że nie mazane.

      Usuń
  4. ja zawszę staram się sprawdzać czy było otwierane, ale kiedyś nawet widziałam jak dziewczyna w rossmannie się psikała wodą toaletowa a nie był to tester :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wolę to niż mazianie szminką XD - z dwojga złego wolę kupić produkt, którego jest mniej niż taki, który zaliczył bliskie spotkanie 3-go stopnia z czyjąś ręką czy nie daj Boże ustami (brrrrrrr aż mnie trzęsie).

      Usuń
  5. hahahah to u mnie nawet czasami kosmetyku dotknąć nie można bo już uważają, ze coś kombinujesz hahah

    Jestem pewna, że z ta babką było coś nie tak ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. ja sobie ostatnio w Rossmannie kupiłam kredkę do oczu (taką wykręcaną), kobita przy mnie ją otwierała i zaglądała do środka. Może nie powinna, ale z drugiej strony kredka nie była opakowana w folię, a ja sama nie zamierzałam tego robić i zwracać na siebie uwagi ochroniarza. Dopiero w domu okazało się, że kredka była już wyśmigana, bo jak ją chciałam wykręcić, to tylko taki malutki łepek odpadł, a dalej nie było nic. Dodam, że łepek na używany nie wyglądał, jakby go ktoś odłamał, resztę zużył a to dorzucił dla niepoznaki. Wnerwiłam się jak nie wiem! Na szczęście u nas w mieście dwa Rossmanny i w tym drugim jakoś mi się nie zdarzyło trafić na coś takiego a i ochroniarz wie co robi. Szkoda, że takich porządnych sklepów coraz mniej

    OdpowiedzUsuń
  7. Ochroniarz ZAWSZE za mną chodzi i robi przyczajkę czy nic nie kradnę... Ale jak lalunie obok otwierają wszystko po kolei, to jest okej... :D Co się dzieje z tym światem :O

    OdpowiedzUsuń
  8. Taaaak ja kiedyś na prezent kupiłam masło do ciała ...obdarowana chciała odrazu powąchać, otworzyła i... naszym oczka ukazał się wielgachny dość głęboki wyżłobiony ślad palucha na 3/4 opakowania TT_TT" nosz...Rozumiem ze nie ma tam testerów maseł ale na litość! otworzyła "wymacała" to łaskawie mogłaby to już kupić!a nie odkładać na miejsce jakby nigdy nic ! Ciekawe jakby ona sie czuła gdyby kupiła "nowa"bombonierkę dla kogoś z widocznie nadgryzionymi czekoladkami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masakra O_O Mi kiedyś koleżanka opowiadała, że kupiła opakowanie tych Delicji z otwieraniem na górze (na samym początku jak je wprowadzili) i ewidentnie kilku brakowało XD Nie wiem czy powtarzała urban legend czy faktycznie ale to ten sam poziom chamstwa.

      Usuń
    2. skoro mowa o czekoladkach... moja teściowa jak w sklepie kupuje czekoladę, to zawsze otwiera i sprawdza, czy nie ma białego nalotu, bo jak ma to jest stara. A z tego co ja słyszałam to czekolada może mieć też biały nalot jeśli była przewożona w chłodni... no, ale co ja tam wiem o świecie... szkoda mi tylko, że takiej czekolady nikt już nie kupi, bo moja teściowa zamiast na datę ważności woli zajrzeć do środka

      Usuń
  9. Mi się na szczęście jeszcze nie zdarzyło kupić takiego, natomiast wymaga to ode mnie wysiłku w postaci szczegółowej lustracji wszystkich opakowań. Bywa, że wychodzę z niczym, bo choć jest pięć sztuk pudru w poszukiwanym przeze mnie odcieniu - na każdym widzę ślady paluchów...

    I tylko małe sprostowanie - grenadierzy to żołnierze wyspecjalizowani w rzucaniu granatami i nie mają nic wspólnego z Pałacem Buckingham, którego strzeże zwykła piechota albo kawaleria :) Być może skojarzyło Ci się ze słowem "guards", ale to znaczy tyle co strażnicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lol właśnie wpisałam Queens Guards (bo za kija nie mogłam sobie przypomnieć jak ich się zwie po polsku) i mi wyskoczyło że grenadierzy - sprawdzam odbrazek, czapa jest, mundur jest - to pasuje XD Ahahaha sorry za pomyłkę ale wiemy o co chodzi :D

      Usuń
  10. Oczywiście mam dokładnie takie same spostrzeżenia. Ochroniarze siedzą, pierdzą w stołek albo krążą niczym sroki gapiąc się na ręce, ale dziwnym trafem połowa kosmetyków jest wymazana/wypaćkana/połamana lub... ugotowana. Bo moim zdaniem oddzielnym przegięciem jest tak wielkie światło w tych szafach, że pomadki się dosłownie gotują... Ja już się nauczyłam i z całą perfidią otwieram tusz/pomadkę przy tej szafie i sprawdzam czy nie jest używane/wyschnięte, bo nie mam zamiary płacić za czyjeś flejostwo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi zdarzyło się w Rossmanie kupić macaną Rouge Caresse. Zaraz po wyjściu ze sklepu otworzyłam ją, bo chciałam się pomazać, a tu ewidentnie ślady użycia. Wkurzyłam się, bo nie po to daję 40 zł za szminkę i zawróciłam do sklepu, aby ją wymienić na nową. Pani przy kasie stwierdziła, że musi wezwać kierowniczkę. Ok, rozumiem. Przyszła kierowniczka, spokojnie opisałam sytuację, a ona mi na to, że na monitoringu musi sprawdzić, *uwaga uwaga* czy to nie ja tę szminkę zmacałam! Ubawiona i lekko wkurzona poczekałam, aż ochroniarz prześledził moją 30 min wędrówkę od jednej szafy do drugiej (wahałam się między RC i jakąś od Rimmel). Pani wyraźnie rozczarowana wynikiem śledztwa zaczęła kręcić nosem, że tu trzeba będzie zrobić zwrot na kartę (bo kartą płaciłam), że tamto siamto. Ale ja wcale nie chciałam tej szminki zwracać, a wymienić. Musiałam babie tłumaczyć, że skoro jest ten sam kod kreskowy, a ja chcę tylko wymienić, to po cholerę jakiś zwrot robić... Po wyczerpaniu się argumentów pani kierownik, wyszłam ze sklepu z nową szminką ofkoz. Ale mam nauczkę, żeby zawsze sprawdzać ==;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja kupowałam swoją Rouge Caresse to Bogu dzięki zauważyłam, że niektóre są pozmacywane, bo było ewidentnie widać przez przezroczyste wieczko ślady. Jak szalona przejrzałam wszystkie z odcienia, który mi się spodobał ( tempting lilac <3) i dopiero ostatnia była czysta! Masakra!

      Usuń
  12. Przypomniało mi się jak znajomy, który był ochroniarzem w Douglasie, opowiadał że wyfiokowane panny ODGRYZAJĄ sztyft szminek, niby testując, a za drzwiami wypluwają do chusteczki, później bach do słoiczka i szmineczka od Chanel jest XDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ochroniarze w Douglasie czy Sephorze mają swoją drogą ciekawe życie. Parę razy przyszłam tam od razu po szkole (normalnie, w miarę luźno ubrana) to panie sprzedające i ochroniarze patrzyli na każdy mój ruch jakbym miała zaraz wynieść pół sklepu. A kiedy przyszłam ubrana 'lepiej' (akurat po spotkaniu :)) to każdy mi nadskakiwał z każdej strony, że aż miałam wrażenie, że pół sklepu mi zniosą, a drugą połowę dadzą mi jako próbki ;))

      Usuń
  13. Ja ostatnio kupiłam tam ładnie wysuszoną maskarę. Podejrzewam, że pociągnie jeszcze tydzień czyli po 2 tygodniach czeka mnie kolejny zakup. :/

    Chciałabym żeby każdy kosmetyk był zafoliowany a każdy klient miał dostęp do próbek. I nie chodzi mi tylko o kolorówkę, ale i pielęgnację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast 'próbek' miało być 'testerów'.
      Już sama z tych nerwów się mylę.

      Usuń
  14. Też mnie to strasznie denerwuje.
    Dlatego sprawdzam, ale tylko to, co na 100% kupię. Sprawdzam, by się upewnić, że kupuję produkt nowy i nie macany.

    A co do testerów/próbek - zauważyłam, że w wielu drogeriach ich nie ma wcale lub są poprzebierane, jakby ktoś sobie je "pożyczył"...

    OdpowiedzUsuń
  15. Taaa... Rossmann ma to do siebie, że tam ogólnie wszyscy w dupie mają czy ktoś maca te kosmetyki, czy nie. I mnie też krewa zalewa jak widzę rozochocone gwiazdy, które odkręcają po kolei ten sam tusz (wtedy się zastanawiam, bo może nieuświadomiona jestem i teraz w co któreś opakowanie złoto wkładają). Dla mnie to ohyda i sklepu i ludzi. Fuj!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. oni tam na stojąco śpią! ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. również nie raz miałam taką sytuację i też się przerzuciłam na Hebe :) ale niestety mam do tej drogerii daleko :( przynajmniej tam personel jest milszy i kompetentny :D

    OdpowiedzUsuń
  18. ja mam taki patent - zawsze bierę produkt z samego końca półeczki - wtedy wiem, że nie jest w zasięgu ręki 'macaczy' - bo logicznym jest, że bierze się zazwyczaj pierwszą lepszą sztukę z brzegu jak chce się pomacać. więc biorę ten produkt z końca i otwieram - jak widzę, że niemacany [czyli nie upieprzona zakrętka, niezerwana plomba] to bierę.

    swoją drogą, w przypadku tuszów fajnie by było, gdyby zawsze też były testery, a właściwie - same szczoteczki. mnie tam zawsze ciekawi jaką szczotę ma tusz, więc byłoby super gdybym mogła to zobaczyć bez macania. testery pielęgnacji to też fajna sprawa - mogłaby być miniaturka, żeby ogarnąć np. zapach czy konsystencję. ja jestem strasznym zapachofilem, czasem zdarza mi się 'pomacać' [czyli odkręcić i powąchać] szampon czy żel pod prysznic.

    gdzieś na wizażu czytałam, że jakaś kobieta w biedronce pomalowała sobie wszystkie pazury lakierem przy stoisku :D miałam też kiedyś koleżankę, która w supermarkecie brała podkłady czy inne korektory do przymierzalni, przelewała je do swoich opakowań i puste odstawiała na półkę -,-

    OdpowiedzUsuń
  19. jedna kwestia to brak kontroli ochroniarzy i ekspedientek, a dwa, że ludzie muszą pomaziać wszystko, czasem mimo testerów otwierają pełnowymiarowe produkty, potestują, a potem odkładają, albo do koszyka wrzucają produkt z końca półki... nie już nic nie zdziwi po tym jak moja mama (pracuje w sklepie ze spożywką) opowiadała mi, jak przyłapała babkę na tym, jak odwijała masło i skrobała paznokciem, żeby sprawdzić czy świeże... łapy opadają!

    OdpowiedzUsuń
  20. Też denerwuje mnie macany towar. Najbardziej wkurza mnie to, gdy poluje na dany kosmetyk a jak już jest to oczywiście otwarty i macany ;/ Ochrona na to nigdy nie reaguje, ale jak ja uczciwa kupuje to za mną chodzą i obserwują ;/ W Ross i Naturze to już plaga ;/ Wszystkie produkty powinny być zaklejane taśmami.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dlatego nawet to ostatnio -40% mnnie nie skusiło do zakupów. Tusze kupuję od niedawna zaklejone i żadnych innych. Byłam w Czechach w Rossmanie i tam są ładnie zabezpieczone przed macantami.

    OdpowiedzUsuń
  22. To naprawdę ludzkie pojęcie przechodzi i też wkurza mnie niemiłosiernie :/ Ostatnio kupiłam w Rossmannie dwa suche tusze (a brane z końca), kiedyś suchy na kość eyeliner...Nad lakierami z nagrzanych szaf też się mocno zastanawiam i często odkładam, albo biorę jakieś chłodne. Dwie sprawy, jedna to te szafy, przecież chyba na świecie są jakieś nienagrzewające się lampki, bo to przecież oczywiste, że wszystko co stoi w cieple, to się szybciej psuje a druga to zabezpieczenie opakowań przed otwieraniem i zapewnienie testerów, w innych krajach jakoś potrafią (czy nawet w biedronce w akcjach kosmetycznych wszystko osobno popakowane). O ludziach co macają i testują, to nic nie mówię, bo brak słów. No i oczywiście łażący krok w krok ochroniarz i ocenianie po wyglądzie...eh...

    OdpowiedzUsuń
  23. Wiecie co, nie wiem, czy ochrona w Rossmannie jest od pilnowania czy kosmetyki są otwierane czy nie, chociaż w marketach pilnują, by np. nie psikać odświeżaczami do powietrza, a gdy przyłapią należy go kupić. Myślę, że bardziej skupiają się na złapaniu złodzieja, by móc zabłysnąć:/
    Ciekawe co ochrona na fakt, gdybyś poszła i zrobiła sobie pełny makijaż?

    OdpowiedzUsuń
  24. Znam ten ból... też tego nienawidzę i mam ochotę zamordować takich macantów...

    OdpowiedzUsuń
  25. Dzis bylam w Ross, ktorego wczesniej nie odwiedzalam. Jaki widok zastalam? Zdrowy, mlody pan siedzial przed monitorem, na ktorym wyswietlaly sie widoki z kamer. Dotychczas odwiedzajac Ross, czulam na plecach wzrok mlodych, zdrowych panow, ktorzy zawsze jak cien podazali za mna. Teraz juz moga siedziec na tylku i udawac, ze cos robia. Jakby to byl starszy pan, to jeszcze bym zrozumiala. Ale nie ktos, kto jest w mlodym wielku i zdrowie tez chyba ma- to wnioskuje po ilosci ku***, ktore polecialy w trakcie konwersacji jego z kolega.

    OdpowiedzUsuń
  26. Też zdarzyło mi się kupić w Rossmannie wyschnięty tusz, na szczęście nie był drogi, bo ok. 9 zł (Lovely) ale i takiej kwoty szkoda.

    Napisałam wiadomość na Waszą pocztę. Proszę o pomoc

    OdpowiedzUsuń
  27. Wkurza mnie takie coś. Jedyne co otwieram w Rossie to dezodoranty - sprawdzam, czy mają ten "cycek" bo już kilka razy mi się zdarzyło że wróciłam do domu a tu cycka niet.

    OdpowiedzUsuń
  28. W temacie suchego tuszu... wydaje mi się, że macanie to jedno, ale czy zauważyłyście, jak gorąco jest w tych szafach od oświetlenia? To też ma wpływ na starzenie się kosmetyków.

    A o ochroniarzach w Ross można by książkę napisać ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja jakoś nie mam problemu z ochroniarzami :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Znam sprawę od drugiej strony i zalezy jaki ochroniarz, ale generalnie jest by pilnował czy ktos nie kradnie:)
    Mysle,że powinnien zrowcic uwage jak ktos otwiera ale jesli jest jeden a Rossmann duzy to niby jak?

    Kurcze fajna strona, fajne aferki, ale zeby a tak tym zyc?:)
    A tak od swojej strony powiem punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia,mama nadzieje ze nie pracujesz w handlu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otwieranie produktu kosmetycznego i późniejsze uchylenie się od jego zakupu jest dla mnie równoznaczne z jego umyślnym zniszczeniem - tego też powinien moim zdaniem pilnować ochroniarz, zwłaszcza jeśli akurat stoi dosłownie 2 metry obok tych produktów. Pracowałam w handlu i nie bardzo wiem jaki jest ten inny pkt widzenia (??). Wiem że klienci potrafią być mega wkurwiający (o czym pisałam nawet na swoim blogu) i nie raz mi żyłka pękała ale tak czy siak nie chciałabym im sprzedawać macanych kosmetyków. Wiem też, że są momenty, gdy nie da się ich upilnować (jakieś wyprzedaże czy coś to horror był :P) - ale bez przesady, że ktoś pod nosem ochroniarza czy obsługi na bezczela otwiera produkty a oni ani be ani me czy nawet miau. Nie chodzi nawet o tego biednego ochroniarza czy zmacany produkt a po prostu o to, że często dzieje się to pod nosem obsługi i wystarczyłaby uwaga, żeby tego nie robić ;/ właśnie tego prostego zwrócenia uwagi (nawet sporadycznego) mi brakuje :)

      Usuń
  31. Masakra.. u nas ochroniarze 'lażą za dupą' i patrzą w ręce jak na potencjalnego złodzieja, ale wymacane produkty i tak często się zdarzają..

    OdpowiedzUsuń
  32. w Berlinie też tak jest, wczoraj mnie zamurowało jak niemra wzięła nowy błyszczyk i przejechała sobie po ręcę, bez najmniejszego zastanowienia..

    OdpowiedzUsuń
  33. Witam serdecznie. Tak się składa, że pracuję jako ochroniarz i mamy zakaz zwracania uwagi klientom. Od tego jest personel. My tylko pilnujemy towaru i dbamy o bezpieczeństwo na sklepie. Pozdrowienia dla pani,która napisała ten poemat i dla klientek,które zamiast używać testerów używają produktów a później się dziwią, że stary,suchy,zepsuty:-)

    OdpowiedzUsuń