poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Szanowni PR-owcy Sokołów, czyli nie zadzieraj z internautami...

Akcja z Sokołowem zatacza coraz szersze kręgi, a nie do dziś wiadomo, że internet pamięta.. i to dużo.
Jednym słowem pozew Sokołowa był strzałem w stopę, kolano i rękę, która mieli tatar, a użytkownicy nie zostawiają na firmie suchej nitki...














sobota, 24 sierpnia 2013

Poradnik aferkowa - hejting, groźby, kradzież tożsamości.

Od początku powstania aferkowa wypłynęło już sporo afer. Były to między innymi sprawy groźb, czy kradzież tożsamości, a osoby dotknięte tym problemem często pozostawały w martwym puncie na froncie z osobami atakującymi, czy oszustami. Od dłuższego czasu po głowie chodził nam poradnik dla ofiar takich zdarzeń i z pomocą przyszła nam Ada, która opisała procedury, które mogą się przydać każdemu z Was (mam nadzieję, że nie, ale warto dmuchać na zimne).


-----------------------------------------------------------------------------------


W przypadku nękania sprawa jest w zasadzie dość prosta. Zależnie od stopnia natężenia tych działań, można mówić o dwóch sytuacjach:
Lżejszej:
Art. 107. Kodeksu wykroczeń
Kto w celu dokuczenia innej osobie złośliwie wprowadza ją w błąd lub w inny sposób złośliwie niepokoi, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1 500 złotych albo karze nagany.

I cięższej:
Art. 190a. Kodeksu karnego
§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Sprawa jest tym bardziej poważna, kiedy zaczynają się groźby:
Art. 190. Kodeksu karnego
§ 1. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Jak najbardziej, adresat takich internetowych 'komentarzy' ma prawo czuć się zagrożony ze strony autora i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. 

W takiej sytuacji należy się udać na policję i zgłosić nękanie lub groźby pod swoim adresem. Niestety, organy ścigania w naszym kraju mogą nie zareagować, twierdzić, że jest to znikoma szkodliwość itp. Może się skończyć tylko na pouczeniu danej osoby. Pozytywne w tej sytuacji może być to, że zostaną wyśledzone dane personalne takiej osoby, czyli będzie wiadomo z kim dokładnie mamy do czynienia.

Można również wnieść o zakaz zbliżania i kontaktowania się. Jest to o tyle skuteczne, że po pozytywnym rozpatrzeniu, autor takich komentarzy zostanie pociągnięty do odpowiedzialności w przypadku absolutnie każdego kontaktu, szczególnie jeżeli będzie miał on taki sam charakter jak poprzednie usiłowania.

Alternatywą jest pozew cywilny, złożony z tytułu zniesławienia. Niestety, to oznacza sprawę sądową oraz pewnego rodzaju inwestycję - założenie sprawy kosztuje, warto też wynająć prawnika itd.

Z rzeczy, które mogę dodatkowo poradzić - zabezpieczać wszystkie maile, komentarze i wszelakie kontakty. Gromadzić potencjalne dowody w sprawie.
Dobrze jest też zapoznać się z regulaminem serwisu na którym się bloguje/vloguje/działa i ewentualnie zgłosić administratorowi takie sytuacje. Absolutnie nie odpowiadać na takie zaczepki! To tylko prowokuje taką osobę i dostarczy nam jeszcze więcej nieprzyjemnych sytuacji. Ponadto w razie jakiegokolwiek postępowania, może to budzić wątpliwości i być pożywką dla obrony.

No i niestety, w takiej sprawie bez policji, sądu i prawnika się nie obejdzie. Dlatego polecałabym się zastanowić czy gra jest warta czasu, pieniędzy i nerwów. Bo jakkolwiek podnoszą mi ciśnienie takie sytuacje, uważam, że nie zawsze jest sens się tym przejmować. Natomiast gorąco zachęcam do zgłaszania sytuacji gróźb i działania w momencie gdy czujemy się zagrożeni. Nigdy nie wiadomo z kim mamy do czynienia i być może są to jedynie słowa, ale nie wykluczone, że od słów autor przejdzie do czynów. Poczucie bezpieczeństwa i zdrowie nie mają ceny."



Kradzież tożsamości w świetle prawa karnego klasyfikujemy jako podszywanie się:

Art. 190a Kodeksu karnego:
2. Tej samej karze [pozbawienia wolności do 3 lat] podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.

W przypadku Odette Swan sprawa nie jest taka oczywista, ale posłużę się jej przykładem żeby wyjaśnić problematykę takich sytuacji.

Ona jako osoba fizyczna nie poniosła z tytułu oszustki żadnych bezpośrednich szkód. Nikt nie podpisał się jej nazwiskiem na żadnej umowie, która ją poważnie obciążyła finansowo ani nie ujawnił żadnych poufnych danych.

Firmy są poniekąd same sobie winne. Nie sprawdziły dokładnie z kim się kontaktują i czy aby na pewno jest to ta osoba. I tutaj można wysnuć wniosek, że pośrednio zaszła szkoda. Ponieważ następnym razem taka firma zastanowi się kilka razy zanim będzie chciała podjąć z autorką bloga współpracę. I to jest szkoda zarówno majątkowa (brak obustronnych profitów dla firmy i autorki) jak i osobista (dobre imię blogerki i zaufanie wobec niej zostały nadszarpnięte). Odpracowanie szkód zapewne trochę zajmie, a sama blogerka przecież w ogóle tych szkód nie spowodowała.

Jeżeli zaś chodzi o praktyczną stronę tej sprawy, ponownie, w grę wchodzi złożenie doniesienia na policji i sprawa sądowa, która się może trochę ciągnąć. Takie już te nasze polskie realia.

Polecam zabezpieczać wszelakie nieopatrznie porzucone przez oszustów informacje i gromadzenie ich w celach dowodowych.
Natomiast przestrzegam przed ujawnianiem publicznie danych osobowych takich ludzi. Może się to skończyć nieprzyjemnie - sprawą sądową z tytułu zniesławienia. A tacy ludzie wszędzie znajdą sobie łatwy zarobek niestety.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Niedługo znajdziecie tu porady co zrobić w przypadku kradzieży zdjęć, tekstu czy innej własności intelektualnej.

Czy są jeszcze jakieś kwestie, które Was nurtują? Myślicie, że polskie prawo działa po naszej stronie? Czy w Polsce jest sens walczyć czy jest to walka z wiatrakami?

czwartek, 22 sierpnia 2013

Stanowisko Sokołowa w sprawie pozwu Paei100

Dziś na oficjalnym FB firmy Sokołów S.A. pojawiło się oświadczenie w sprawie pozwu przeciwko Piotrowi Ogińskiemu. Sokołów napisał:
Możecie to oświadczenie wraz z komentarzami przeczytać na oficjalnym FB Sokołowa
Co o tym myślicie? Ja osobiście nie widzę nic strasznie nierzetelnego i oczerniającego w testach Paei100 (w linku w poprzedniej notce na Aferkowie znajdziecie jego filmik) i uważam, że Sokołów mocno przesadza a trzymanie się tej wersji na pewno nie sprawi, że ludzie zapałają do nich sympatią.
Jednym słowem jak dla mnie tłumaczenie Sokołowa jest o kant tyłka rozbić.

środa, 21 sierpnia 2013

Blogerze... uważaj co piszesz!

Od jakiegoś czasu blogosfera (nie tylko kosmetyczna) huczy przez sprawę Piotra Ogińskiego czyli vlogera Paei100. Zasłynął na youtube przywitaniem "Siemanko, witajcie w mojej kuchni" i testami różnych produktów. Testy wykonywał porównując produkty różnych producentów... między innymi wziął pod lupę zupki chinskie, parówki i tatary. Te ostatnie mogą go słono kosztować, bo Sokołów poczuł się najwyraźniej głęboko dotknięty niskimi notami i po prostu Piotra zaskarżył. 

Jak dalej potoczyła się ta sprawa? Wychodzi na to, że rozprawa się dopiero odbędzie ale póki co Sokołów wystąpił z wnioskiem o zdjęcie filmików. Oba filimi, o parówkach i tatarze, z kanału Paei100 zniknęły a konsumenci zaciskają pięści ze złości, że Sokołów posunął się do pozwu, by uciszyć vlogera.

Jak można się spodziewać cała sytuacja odbiła się czkawką Sokołowi, bo nikt nie lubi cenzury w internecie i teraz jego fanpage jest zasypywany wiadomościami od ludzi, których postawa firmy oburza. 

Więcej o sprawie przeczytacie tutaj:
znajdziecie tam również linki do usuniętych z kanału paei100 recenzji.

Co o tym myślicie? Czy jest szansa na jakiekolwiek rzetelne recenzje skoro być może wszyscy niedługo będziemy musieli uważać na to, co piszemy w recenzji i z czym porównujemy produkty? Nagle okazuje się, że wolność słowa wolnością słowa, recenzja recenzją ale powiedz coś złego a skończysz w sądzie. 

Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Moim zdaniem Sokołów strasznie sam sobie zaszkodził - każdy chce zobaczyć usunięte filmiki, wybuchła wokół tego straszna afera, wylądowali kilkanaście razy na wykopie a konsumenci się obrazili.
I choć Paei100 nie lubię to współczuję mu i mam nadzieję, że w sądzie wygra. 

wtorek, 20 sierpnia 2013

Uwaga! Kolejni blogerzy-oszuści!

Dziś znów przykra sprawa, o której poinformowała nas Syllunia:

"Trochę się spóźniłam z tą wiadomością, ponieważ jedno z rozdań oszustki kończy się już dzisiaj, ale mam nadzieję, że nagłośnimy tą małą aferę aby zapobiec kolejnym w przyszłości.

Właścicielka bloga http://alepaznokcieee.blogspot.com/ ewidentnie chce zgromadzić, jak największą liczbę fanów na blogu i na facebooku oszukując wszystkich kradzionymi zdjęciami.

1. Wszystkie jej torebki i buty i "zapożyczone" zdjęcia z bloga: http://tildafingal.blogg.se/2011/january/

2. Zdjęcie nagród z POWITALNEGO ROZDANIA skradzione jest z bloga: http://pearlsandmyths.blogspot.com/2013/03/zakupy-balea-czyli-wielka-paka-wrazen.html

3. Zdjęcie nagród z ROZDANIA NA FACEBOOKU skradzione jest z bloga: http://www.kleiderkreisel.de/damenmode/hand-and-nagelpflege-kosmetik/6533879-8-teiliges-nagellack-set "


Dowiedziałyśmy się też, że makijaże, które się pojawiają na jej blogu pochodzą z tego bloga:
http://hiilen.blogg.se/

Aż trudno mi to skomentować, bo wiem ile pracy każda z nas wkłada w robienie zdjęć (łażenie za światłem po całym domu), ich obróbkę i napisanie notki... ale jak widać, niektórzy wolą iść na łatwiznę i wykorzystać pracę innych. Wstyd!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Pokemony, jednorożce i inne nastolatki.

Ostatnio nieodłączną częścią większości blogów są ich fanpage na FB. Kiedy potencjalny kontrahent pyta nas o statystyki zalicza się do nich także nasza liczba fanów na tymże portalu społecznościowym.
Blogi rosną w siłę, z dnia na dzień fanów przybywa, ludzie chętniej czytają, a publikowane treści na dobre magnetyzują.
Bloger wie jak dogodzić czytelnikom. Wystarczy od czasu do czasu przeprowadzić rozdanie, rzucić kilka produktów na "pożarcie". Liczba osób, które powtórnie udostępniają informację o losowaniu zamienia się w echo. Odbija się między skałami i nigdy nie ginie. Fanów przybywa. Jest target.
Może nie nowością będzie aplikacja dostępna dla fanpage - Top Fans. Przecież w blogowaniu i administrowaniu fanpage chodzi o to, żeby się mówiło - "buzz" jaki by nie był musi być.

Top Fans  to specjalna aplikacja umożliwiająca przydzielanie punktów najbardziej aktywnym uczestnikom stron. Dostaje się je za wszystko - za komentarz do posta, udostępnione zdjęcie, wrzucony link.
I zaczyna się.
To co potocznie zwane jest rankingiem Top Fans można spokojnie nazwać bojem nastolatek i spamerów.



Rozpoczyna się wyścig. Z profesjonalnego fanpage, który chcieliśmy prowadzić nagle robi się śmietnisko. Lawina "hejciaszków","dobranocek","kissków" czy opisów o tym jak dziś parzyłem swoją kawę lub że moje łóżko miało dziś najsilniejsze pole grawitacyjne, pojawia się tylko po to, ażeby w rankingu wspiąć się na wyżyny. Nagle fanpage traci swój sens.
Tam gdzie zwykło rozmawiać się o kosmetykach przewijają się rozmyślania mechanika samochodowego, a blogi kulinarne czy szafiarskie muszę poradzić sobie z falą narzekań na obecne upały. Nie ma już merytorycznej rozmowy, brakuje trafnych uwag, szczerych przemyśleń...
Miesiąc mija, a nagrodę trzeba przyznać. Czasem z bólem serca, bijąc się w pierś i plując sobie w twarz, że postawiliśmy na ilość, a nie na jakość.



Możemy też zawsze przyznać własne punkty za merytorykę i wystawić się na wiele często niepochlebnych komentarzy wystawionych przez sfrustrowanych przegranych...



Aferkowo informuje, aferkowo nie ocenia.
Ku przestrodze dla blogerów - lepiej stawiać jednak na jakość, a nie ilość. 
A regulaminy, które stworzymy przy okazji rozdania czy konkursu muszą być proste i klarowne, zwłaszcza wtedy kiedy czytane są przez ShALooOOooNE i $łiTAaŚnE 13-latki
Kij raz włożony w mrowisko na długo wystawi nas na pożarcie mrówek.

środa, 14 sierpnia 2013

Stanowisko w sprawie wycieku danych TBS

Krzysztof Starzecki14 sierpnia 2013 09:50

Szanowni Państwo,

Na wstępie, w imieniu organizatora, agencji facead, chciałbym najmocniej przeprosić za zaistniałą sytuację oraz dokładnie opisać zdarzenie do jakiego doszło kilka dni temu.

W piątek 9 sierpnia 2013 roku o godzinie 12:00 zakończyła się pierwsza runda konkursu dla testerek. Naszym celem było umożliwienie jak najszybszej a zarazem dokładnej metody na przeanalizowanie wszystkich zgłoszeń i wybór osób, które będą mogły uczestniczyć dalej w akcji oraz mieć szansę na wygranie kolejnej nagrody. Zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie całego procesu w sposób elektroniczny z wykorzystaniem formularza zawierającego zgłoszenia do konkursu.

Dostęp do formularza został zabezpieczony z wykorzystaniem specjalnego linka z unikalnym dodatkowym ciągiem znaków, czyli z wykorzystaniem zabezpieczenia, które, np. często stosuje się przy odzyskiwaniu hasła, kiedy wysyłany jest, podobnie przygotowany, link na adres poczty email osoby odzyskującej dostęp do swojego konta.

O godzinie 12:01 dostęp w postaci zabezpieczonego linku został przesłany do członków Komisji Konkursowej. Rozpoczęła się weryfikacja zgłoszeń, nie tylko na podstawie odpowiedzi na pytanie,

ale również poprzez odwiedzanie zgłoszonych blogów, co skutkowało zapisem w statystykach blogów adresu listy zgłoszeń i nieoczekiwanie umożliwiało niepowołany do niej dostęp.

O godzinie 15:39 tego samego dnia uzyskaliśmy informację od jednej z uczestniczek akcji o luce bezpieczeństwa i bezzwłocznie zablokowaliśmy jakikolwiek dostęp do listy zgłoszeń. O godzinie 17:09 dostęp został przywrócony jedynie uprawnionym osobom po uprzednim dodatkowym zabezpieczeniu listy autoryzacją z wykorzystaniem loginu i hasła.

Tego samego dnia dokonaliśmy weryfikacji procesu wyłaniania testerek, tak, żeby wyżej opisany incydent nie miał żadnego wpływu na listę nagrodzonych uczestników. Żadne zgłoszenie nie zostało usunięte.

Po wnikliwym przeanalizowaniu logów serwera między godzinami 12:01 a 15:39 na stronę formularza weszło 7 użytkowników, z czego 2 z nich należało do Komisji Konkursowej a jedną była uczestniczka akcji, z która byliśmy w kontakcie. Cztery inne osoby pozostawiły po sobie swoje adresy IP i numery ID swoich blogów.

Mimo, że liczba osób, która uzyskała nieuprawniony dostęp do listy zgłoszeń była minimalna, pragnę poinformować, że wyżej wymieniona sytuacja została przez nas potraktowana bardzo poważnie i dlatego jeszcze raz chciałbym najmocniej przeprosić i zapewnić, że dołożę wszelkich starań, żeby nigdy więcej się nie powtórzyła.

W razie dodatkowych pytań, pozostaję do Państwa dyspozycji i proszę o bezpośredni kontakt.

Z Wyrazami Szacunku,

Krzysztof Starzecki

new business director

agencja facead

krzysztof.starzecki@facead.pl


---------------------------------------------------------

Szanowni Państwo,

Pragniemy jeszcze raz poinformować, że sytuacja, którą Panie opisują, jest niezamierzonym błędem programistycznym. Dostęp do listy zgłoszeń możliwy był tylko przez specjalny link. Do autoryzacji użytkownika, używany był klucz zabezpieczający przekazywany w adresie URL. Błąd polegał na fakcie, iż powyższy adres był indeksowany poprzez systemy do zbierania statystyk i była to jedyna możliwość poznania go.
Z zebranych przez nas danych na podstawie logów serwera wynika, że żadna osoba postronna nie miała możliwości, poznania danych, prócz pięciu uczestniczek akcji, których adresy IP oraz adresy blogów są nam znane.

Pragniemy poinformować także, że błąd ten został usunięty prawie natychmiast, po informacji od jednej z uczestniczek. Naprawienie błędu polegało na wprowadzeniu dodatkowej autoryzacji użytkownika, poprzez login i hasło.

Prosimy raz jeszcze o przyjęcie przeprosin.

Zdarzenie powyższe miało charakter incydentalny i całkowicie niezamierzony. Mogę Panie zapewnić, że cały zespół naszych programistów dołoży wszelkich starań, aby tego typu pomyłka nie zdarzyła się w przyszłości.

Zapewniamy także, że monitorujemy całą sprawę i jeśli tylko pojawią się jakieś przesłanki do zawiadomienia organów ścigania czy innych instytucji właściwych uczynimy to jako pierwsi.

Raz jeszcze dziękujemy za czujność w tej sprawie.

Traktując sprawę bardzo poważnie, prosimy także o kierowanie oficjalnych pism i dokumentów na adres pr@facead.pl, co pozwoli nam na szybką i merytoryczną odpowiedź.

Z Wyrazami Szacunku,

Krzysztof Starzecki

new business director

agencja facead

krzysztof.starzecki@facead.pl

wtorek, 13 sierpnia 2013

Jak wywołać miodową aferę...

The Body Shop to chyba marzenie każdej początkującej blogerki. Może by tak jakąś współpraca? Może choć próbka do zrecenzowania? Firma ciesząca się dużym uznaniem nie tylko w Polsce, ale też na świecie - "to by było dopiero gdyby wybrali na ambasadorkę marki właśnie mnie, prawda?".
Marzenia, sny, dzika ochota, a kiedy pojawia się okazja...

można narobić niezłego bigosu! Zwłaszcza wtedy kiedy do współpracy zaprasza się jedną z nowych social mediowych firm. Blogosfera i wszelkiego rodzaju program ambasadorski czy testerki wybierane do zrecenzowania nowego produktu to trochę jak stąpanie po cienkim lodzie, bo przecież promocja tanim kosztem nie zawsze musi się udać...

Tak też jest w przypadku ostatniej akcji testowania organizowanej przez The Body Shop we współpracy z agencją FaceAd. Zapewne wiele blogerek kosmetycznych i nie kosmetycznych wzięło w niej udział, bo do zgarnięcia było aż 150 masełek z najnowszej kolekcji.
Do zadań przyszłych testerek należało wypełnienie banalnego formularza - imię, nazwisko, adres bloga numer telefonu, adres zamieszkania i odpowiedź na pytanie "Podaj 3 powody dlaczego to właśnie Ty masz zostać testerką".

Akcja zakończyła się wraz z wybiciem godziny 12 9.08.2013. W tym samym momencie jury przystąpiło do wybierania przyszłych recenzentek masełka.
I wszystko pewnie poszłoby jak po maśle gdyby nie jedno uchybienie firmy koordynującej projekt.
Serwer na którym zgromadziły się odpowiedzi nie został zabezpieczony żadnym hasłem!

Niczego nieświadome jury przeglądało blog za blogiem zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że na platformie blogujące, google analitics zostawia po sobie ślad w postaci linku przekierowującego...


Bloger - stworzenie ciekawe i choć zwykło się się mawiać, że to pierwszy stopień do piekła gotowy jest zaryzykować i zrobić krok. Klika, klika, ładuje, ładuje... w mig biała storna zapełnia się zgłoszeniami blogerek.
Mało tego. Pojawiają się adresy blogów, adresy zamieszkania, telefony, maile.
Czyżby mały blogerski wyciek? Dane, danymi nie dotyczą zdrajców narodowych, ani inny terrorystów. Nikt nikogo nachodzić nie będzie, z wysyłką SPAMu pewnie też się wstrzyma. Blogerskie dane świata nie zawojują, nie mniej w dalszym ciągu pozostają danymi, których bloger z pewnością nie chce podawać na tacy całemu światu...




Ktoś jednak nie dopilnował całej akcji. I nie można tu winić samego The Body Shop'a, a jedynie agencję marketingową, która albo nie posiada odpowiedniego doświadczenia w branży, którą się zajmuje, albo zwyczajnie się jej nie chciało blokować serwera przed wścibskimi blogerami - nie wiemy.

Treść zgłoszenia, dane adresowe, a w prawej kolumnie akcję, którą osoba znajdująca się na stronie mogła podjąć - zaakceptować zgłoszenie, odrzucić lub pozostawić w kolejce. Sfrustrowany bloger widząc swojego bloga wśród odrzuconych mógł jednym kliknięciem na powrót zostać testerem nowego masełka The Body Shop.




Sytuacja, która absolutnie nie powinna mieć miejsca. Poinformowała nas o niej jedna z blogerek, ale zakładamy, że owe dane stanowiły dostęp dla szerszego grona. Wisiały w sieci przez ok. 6h. Każdy, kto pozyskał link do serwera w tylko sobie znany sposób mógł jednym szybkim ruchem przekopiować niezłą bazę mailingową za darmowo i bez żadnego wysiłku. Dopiero koło godziny 19 pojawiło się... hasło.

Akcja z pewnością rzucająca złe światło na niedociągnięcia zarówno agencji koordynującej, ale też samego The Body Shop. Ciekawi jesteśmy co oni na to, w końcu regulamin był prosty i klarowny - dane potrzebne do rozstrzygnięcia konkursu i wysyłki nagród.
 Tymczasem mogą już dawno być w drodze do Wąchocka czy innego Tokio Hotel...


-------------------------
EDIT 13-08-2013, 21:45

The Body Shop - "Poprosilibyśmy o kilka chwil cierpliwości na zebranie danych oraz m.in. logów serwera w celu dokładnego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji."

Będziemy informować na  bieżąco. Proszę wstrzymajcie się ze wszelkimi działaniami do momentu wyjaśnienia i oświadczenia firmy.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Gdzie nie robić zakupów: Schaffashoes.pl

Dzisiaj firma, na przykładzie której powinno robić się warsztaty i prowadzić wykłady z jakości obsługi klienta... konkretniej jej zupełnego braku. 

Wyobraźmy sobie taką HIPOTETYCZNĄ sytuację - chcemy kupić sandały. Całkiem normalne letnią porą dla nas, kobiet. Widzimy jakieś ładne sandały w sklepie internetowym X i je zamawiamy, a co tam zamówimy nawet 2 pary (prrrrr szalona!). Przelew poszedł i pozostaje czekać na kuriera, bo firma się chwali na stronie, że realizują zamówienia w 48h. Rzucamy więc wszystkie zajęcia, by z pełnym napięcia wyrazem twarzy oczekiwać kuriera. Mijają dwa dni i nic, trzy dni i nic... 2 tygodnie i nic. Firma nie odpowiada na maile, nie odbiera telefonów a jedyną drogą kontaktu jest właściwie FB, na którym się dowiadujemy, że oni nic nie wiedzą i sprawdzą w BOKu. Następnie otrzymujemy maila, że niestety ale jednej pary nie mają w magazynie i nie będą mieli, więc anulują sobie tę część zamówienia ale drugą parę nam łaskawie wyślą. No i dochodzą nam jedne sandały po kolejnych 2 dniach. Ale hola hola - a gdzie kasa za niedosłane sandały? I znowu firma nie odpisuje na maile, nie odbiera telefonów - pozostaje nam jednak napastować firmę dalej i dopiero po jednym z magicznych zwrotów jak "UOKIK", "Przedsądowe wezwanie do zapłaty", "Prawnik" czy "Policja" środki cudownym zrządzeniem losu wpływają na nasze konto już na drugi dzień. Szaleńtwo. Wydaje wam się, że takie firmy nie istnieją? Że nigdzie nie może być AŻ TAK źle? Przytoczona przeze mnie sytuacja jest zmyślona ale Schaffashoes potraktowała niektórych swoich klientów w BARDZO podobny sposób.

Brzmi to wszystko dosyć niedorzecznie, co? Ja szczerze mówiąc nie byłam w stanie uwierzyć, że istnieje firma, która takie coś odwala nie raz, nie dwa a NOTORYCZNIE!!
Uwierzyłam dopiero dziś, po POBIEŻNYM przejrzeniu ich FB. Dosłownie przeczytałam tylko maile z tego tygodnia a tam pełno zapytań od ludzi, którzy na paczki czekają od początku lipca, ludzi, którym od tak anulowano zamówienia, bo firma sprzedaje buty, których nie ma na magazynie i ludzi, którzy od tygodni walczą o zwrot pieniędzy za towar, za który zapłacili a którego owa firma nie ma.

Przedstawiam tylko niektóre z wiadomości jakie przeczytałam na FB firmy (zamazałam dane osób wypowiadających się, mam nadzieję, że nie mają nic przeciwko cytowaniu ich, wszak chcemy ostrzec innych przed tym sprzedawcą).






To wszystko niestety łączy się też w pewien sposób z blogosferą. Afery z Schaffashoes ciągną się już od jakiegoś czasu, moim zdaniem trwa to już ponad rok (przykład problemów na blogu Bless the mess) a przykry jest fakt, że firma była kiedyś bardzo promowana przez blogerki.
Co myślicie o tej sytuacji? Mieliście już jakieś przygody z tą firmą? Może też czekacie na swoją przesyłkę albo zwrot środków? 
Jeśli tak, to polecam napisać przedsądowe wezwanie do zapłaty a jeśli to nie pomoże, to skontaktować się poprzez FB z innymi osobami w tej sytuacji i wystosować pozew zbiorowy (widziałam, że w przypadku Schaffaschoes powstała taka inicjatywa). Pamiętajcie też, że w razie podobnych problemów możecie zawsze zwrócić się o pomoc do Rzecznika Praw Konsumentów a jeśli firma oferuje na stronie produkty, których nie ma na magazynie i odmawia zrealizowania zamówienia, można wysłać zawiadomienie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, gdyż taka praktyka jest niezgodna z prawem. 

Dajcie znam też znać, jeśli znacie inne firmy, które:
- oferują produkty, których nie mają na magazynie,
- przetrzymują środki klienta zamiast je od razu zwrócić,
- łamią postanowienia własnego regulaminu i tym podobne.