środa, 25 września 2013

Poradnik aferkowa - Kradzież własności intelektualnej

Kradzież własności intelektualnej jest chyba najczęstszym internetowym przestępstwem.

Szczegóły w tej kwestii reguluje Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Można ją pobrać tutaj: http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU19940240083&type=3 (Oficjalne źródło - Internetowy System Aktów Prawnych. Nie polecam szukania ustawy na własną rękę! W internecie krążą naprawdę dziwne wersje.) W razie jakichkolwiek wątpliwości, w pierwszej kolejności należy zaglądać właśnie tam.


Kilka kwestii ogólnych:
1. Co podlega ochronie?

Zgodnie z art. 1 ust. 1 w/w ustawy:
"Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości,

przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór)."
Ust. 2 bardziej szczegółowo wymienia przykładowe przejawy działalności twórczej. W przypadku blogów/vlogów będzie to głównie grafika, zdjęcia, teksty, filmy, ewentualnie ścieżki dźwiękowe. 


2. Co trzeba zrobić, żeby prawo chroniło twórcę i jego dorobek?

Nic. Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności (art. 1 ust. 4). Oznacza to, że twórca nie musi podejmować żadnych specjalnych działań żeby jego utwory były chronione prawem!


3. Kto jest twórcą?

W kwestii blogów jest to dość interesujący problem. Mianowicie:
"Domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej

wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu." (art. 8 ust. 2)
Sytuacją idealną byłoby umieszczanie chociażby swoich inicjałów czy charakterystycznego znaku na każdym zdjęciu czy grafice publikowanym w internecie. W takim momencie nie budzi to żadnych wątpliwości co do osoby autora. Natomiast, w moim odczuciu logicznym jest, że wszystko, co zostało opublikowane na blogu o określonym adresie, opatrzonym konkretnym nickiem jest własnością tej osoby, CHYBA ŻE! zostało zaczerpnięte z innego miejsca w sieci ;)


4. Jakie są więc prawa twórcy?

Dzielimy je na dwie grupy: zbywalne i niezbywalne (osobiste)
Autorskie prawa osobiste (art. 16) to takie, których nie można się pozbyć. Oznacza to, że już zawsze autor pozostanie twórcą danego dzieła i nie można odkupić np. praw osobistych do książki i wydać jej pod własnym nazwiskiem/pseudonimem, pozbywając się poprzedniego z okładki. Wiąże się to również z nienaruszalnością treści i formy etc.

Autorskie prawa zbywalne (majątkowe) możemy jak sama nazwa wskazuje - zbyć, czyli sprzedać, oddać w zastaw, podarować, dziedziczyć itp. Ta grupa praw obejmuje głównie przychody z tytułu bycia autorem. I w tym wypadku, jeżeli ktoś pobiera samowolnie z bloga zdjęcie, po czym wrzuca je na Allegro i sprzedaje dzięki niemu towar - jest to czerpanie korzyści. Bloger/blogerka ma prawo domagać się np. udziału w zyskach. Konkretne stawki przewiduje art. 19 ustawy (serdecznie polecam się zapoznać!)


5. Gdzie jest napisane, że nie wolno "pożyczać" sobie zdjęć/grafiki/tekstów z bloga?
Tu:
"Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego

utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do (...) korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym." (art. 23)

Nie wolno i już. Jest to wprost określone w ustawie.

6. Co więc grozi komuś, kto kradnie?
Jeżeli chodzi o prawa osobiste (nazwisko, sposób wykorzystania itp.):
"Twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadość uczynienia za doznaną krzywdę lub – na żądanie twórcy – zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny." (art. 78)

Bloger ma więc prawo najzwyczajniej w świecie znaleźć prawnika i złożyć pozew cywilny przeciwko osobie, która czerpie korzyści z jego/jej pracy.
Uzasadnione jest też powołanie się na ten przepis i skierowanie w stosunku do osoby użytkującej takie zdjęcie prośby o zaprzestanie. Czyli np. usunięcie z własnej strony/aukcji Allegro etc.


Jeżeli chodzi o prawa majątkowe, art. 79 brzmi bardzo podobnie. Jedyną różnicą jest, że twórca może się domagać nawet i całości korzyści uzyskanych przez kogoś dzięki swojemu utworowi!


7. A jeżeli ktoś sobie trochę zedytuje taki materiał?

Niestety, ale to nic takiej osobie nie da. Zgodnie z art. 79 ust. 7, takie same jak powyższe konsekwencje, spotkają oszusta:
"(...)w przypadku usuwania lub zmiany bez upoważnienia jakichkolwiek elektronicznych informacji na temat zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, a także świadomego rozpowszechniania utworów z bezprawnie usuniętymi lub zmodyfikowanymi takimi informacjami."


8. A co z vlogami?
Sytuacja jest w miarę podobna jak w przypadku grafiki czy tekstów. W razie bardziej szczegółowych pytań, polecam rzucić okiem na art. 94 - 96 ustawy (Prawa do fonogramó i wideogramów)


9. Czy można zrobić coś więcej niż tylko straszenie pozwem cywilnym?

Owszem. Można postraszyć sprawą karną. Rozdział 14 "Odpowiedzialność karna" szczegółowo reguluje tę kwestię (art. 115 i następne).

I tak na przykład:
art. 115 UoPrAut
1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości
lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności
do lat 3.
2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu
twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne
wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie,

fonogram, wideogram lub nadanie.
3. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w inny sposób niż określony w ust. 1 lub ust. 2 narusza cudze prawa autorskie lub prawa pokrewne określone w art. 16, art. 17, art. 18, art. 19 ust. 1, art. 191, art. 86, art. 94 ust. 4 lub art. 97, albo nie wykonuje obowiązków określonych w art. 193 ust. 2, art. 20 ust. 1–4, art. 40 ust. 1 lub ust. 2,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności
do roku.
Itd. itp. Tak jak straszenie pozwem cywilnym może wywołać w oszuście umiarkowany niepokój, tak straszenie sprawą karną, popełnieniem przestępstwa i odsiadką w więzieniu powinno zrobić już nieco większe wrażenie. Można to zastosować nie od razu jako rozwiązanie, ale jako środek do celu - poradzić takiej osobie, aby się zapoznała z prawem i sama rozważyła, co jej się bardziej opłaca ;)


10. Kilka wskazówek praktycznych:

1. Zawsze podpisywać wszystko co się tworzy!
2. Łatwo dojść do tego kto pierwszy wpadł na dany "pomysł" - plik zawsze będzie oznaczony datą powstania ;)

3. Dokumentowanie kradzieży - zanim zaczniesz prosić o usunięcie Twojego materiału z cudzej strony czy grzecznie pytać o udział w zyskach, zrób kopię strony!
4. Mimo, że mamy tu też przepisy karne, ściganie przestępstw zawsze następuje na wniosek pokrzywdzonego.


Tak jak w przypadku poprzednich spraw - niestety, ale bez prawnika i sądu się nie obejdzie. Natomiast warto być świadomym swoich praw i używać tej wiedzy jako argumentu w sporze z kimś, kto próbuje wykorzystać cudzą własność.
Dziękujemy Adzie Urbaniak tworzenie treści Poradnika Aferkowa.

wtorek, 24 września 2013

Kto wygra konkurs? KONKURSOWICZ!

Widzicie fajny konkurs z niesamowitymi nagrodami.
"W sumie czemu nie? Może mi się poszczęści?"
Zaglądacie w regulamin, gdzie wytłuszczonym drukiem, jak byk, napisane
 - zwycięzcą zostanie osoba, która uzbiera najwięcej głosów.
"W sumie ciotka Aśka mi zagłosuje, wujek Kazik i wszystkie kuzynki też, a pierwsza osoba w rankingu ma dopiero 7 głosów, dam radę!"
I choćbyś nie wiem jak się starał, nękał wszystkich znajomych na prawo i lewo... nie uda Ci się.
Bo gdzieś obok czyhają... konkursowicze. 
I nie muszą się wiele natrudzić, żeby pozbawić Cię marzeń o pierwszym miejscu.


Schemat konkursów organizowanych w Internecie jest bardzo prosty. Nie ma to nic wspólnego z filantropią organizatora. Cel konkursów jest jeden:  przyciągnąć klientów. I nie chodzi tu już o kupno dodatkowych produktów, zbieraniu znaczków za zakupy czy kodów kreskowych.
             Firma solidna, o dobrej opinii, podejmująca długofalowe projekty gospodarcze i poprzez uczciwe działanie redukująca ryzyko związane z pokusą uzyskania szybkiego zysku stanowi rzeczywistą wartość uczestników konkursów.

A jak konkursy wygrywają konkursowicze?

Ano w prosty sposób, choć wielu osobom w ogóle nieznany: 
  • Po pierwsze trzeba dysponować ogromem wolnego czasu i po prostu  kochać komputer, Facebooka i inne portale.
  • Po drugie trzeba założyć fakeowe konto na Facebooku, najlepiej na to samo nazwisko, żeby w przypadku wygranej nikt nie wytknął nam niepoprawności danych do odprowadzenia podatku
  • Po trzecie trzeba uzbierać pokaźną liczbę znajomych-fakeów i dołączyć do popularnych grup do wymiany głosów
  • Po czwarte znaleźć konkurs na głosy z fajnymi nagrodami i wygospodarować dużo czasu na kilkanie i odklikiwanie
  • Po piąte umieścić swój link do konkursu na wielu grupach i tylko patrzeć jak głosy się mnożą.


A grup jest baaardzo dużo. Zaczynając od tych polskich, poprzez angielskie, amerykańskie, kończąc na francuskich i rosyjskich.
Bo w fakeowym wygrywaniu konkursów wcale nie jesteśmy najlepsi.
Horror rozgrywa się na grupach obcokrajowców.
To właśnie tam głosy wymienia się w trybie nie 1x1, ale nawet 150x150!


Czy to faktycznie działa i czy faktycznie można mieć AŻ tyle kont na Facebooku?
MOŻNA!
Zapytacie co z weryfikacją telefoniczną? (jakiś czas temu, wobec rosnącej ilości fakowych kont Facebook wprowadził obowiązkowy punkt rejestracji jakim jest nr telefonu. Obecnie na jeden numer można założyć co najwyżej kilka kont w odstępie kilku miesięcy)
Jeśli ktoś kojarzy serwis inclick.pl - to takie zadanie właśnie mógł zobaczyć kilka dni temu.
Sprytne, prawda?


Nie chcemy Was zrażać do konkursów, a jedynie zasugerować
byście wybierali te konkursy, gdzie organizatorzy docenią Waszą kreatywność,
a nie sztukę pozyskiwania fałszywych głosów i mnożenia ilości fanów przez innych!

środa, 18 września 2013

Ile kosztuje popularność?

W ciągu ostatnich dwóch dni blogosfera znów zawrzała... powstrzymamy się przed bezpośrednim skomentowaniem poczynań osoby, która wywołała tę burzę - to nie nasza sprawa. Jednak chcemy porozmawiać o samym procederze jakim jest kupowanie fanów.

Kto z nas prowadząc bloga nie marzy o jak największej liczbie osób czytających nasze wypociny, czy śledzących nas na facebooku? Coraz to nowe pomysły na notki czy poprawianie jakości zdjęć, ba! nawet podrasowywanie wyglądu bloga... to wszystko by zyskać nowych czytelników. Nie oszukujmy się - pisanie bloga dla 5 osób średnio motywuje. Oczywiście, jak zwykle gdy pojawia się jakaś "potrzeba", musi pojawić się też jakiś sposób jej zaspokojenia. Po co pracować skoro fanów można kupić?
Na allegro znajdziemy pełno aukcji na których możemy kupić sobie 500 czy 1000 fanów na facebooku za całkiem sensowne pieniądze. Kusi? Nas nie bardzo.
<źródło: Allegro.pl>

Kupienie fikcyjnych lajków wiąże się ze znacznych podniesieniem statystyk... to fakt, jednak są to fani, którzy z założenia nie będą aktywni. Nie będą oni komentować naszych postów ani czytać naszych notek a jedynie generować sztuczny przepływ na fanpage'u.  Pytanie brzmi więc - po co nam tacy fani?  Bo na pewno nie będą oni nami zainteresowani.

Na logikę, ma to na celu wywarcie wrażenia na ewentualnych partnerach biznesowych... w końcu 1000 fanów robi różnice. Niestety, z perspektywy firmy, która zdecyduje się na współpracę z takim blogerem jest to działanie wysoce szkodliwe. Postawmy się na miejscu firmy kosmetycznej, która chce nawiązać współpracę z osobą, która ma ponad 4500 fanów na fb. Organizując kampanię (nie mówię tu o przesłaniu kosmetyków do recenzji a o płatnej kampanii reklamowej) firma zakłada, że ich reklama trafi przynajmniej do (załóżmy) 50% osób, które są fanami. Realny zasięg tej kampanii może być o wieeeele mniejszy - bo co z tego, że na sztucznym koncie jakiegoś Ahmeda wyświetli się ta reklama skoro nikt jej nie zobaczy?

Do czego zmierzamy - kupowanie fanów jest kolejnym działaniem, które zmniejsza zaufanie firm do blogerów. To nie dotyczy już samej osoby, która się na coś takiego zdecyduje, bo uderza w reputację całej blogosfery. Zamiast wydawać kasę na fałszywe lajki, Aferkowo radzi - popracujcie nad zdjęciami, szablonem, może jakiś poradnik o social mediach? 

Oczywiście, w tym wszystkim jest jeszcze jedna mroczna i jednocześnie zabawna strona tego procederu - jak się nie daj Boże ktoś zorientuje, że w ciągu 3 dni przybyło nam tysiąc czy 2 tysiące lajków (na dodatek większość z Egiptu) to naprawdę zamiast fejmu wyjdzie... wiocha. 

czwartek, 5 września 2013

Sokołów łaskawie wybacza i nie tylko...

Przed godziną na profilu Sokołowa pojawiło się oświadczenie, że przyjmują przeprosiny Piotrka Ogińskiego i wycofują pozew. Fajnie, nie? Fajnie byłoby gdybym nie przeczytała reszty oświadczenia. Przyznam, że poczerwieniałam ze złości i nie omieszkałam skwitować całości soczysty "whaaaat theee ffffffff". 
Poniżej zamieszczam treść:

Czyli jednym słowem Sokołów teraz zbierze do kupy "SPECJALISTÓW" i powie nam, co możemy a co nie. Fajnie.  Dobre praktyki? Serio? Zróbcie nam kurde listę w punktach! Urokiem blogowania jest to, że każdy robi to po swojemu, wyraża co chce i jak chce - dziękuję producentowi parówek za zainteresowanie ale lepiej niech się trzyma swojej dziedziny i do blogowania nie wpier***.  Jak będziemy chcieli wyrobić sobie dobre praktyki w tej branży to zrobimy je sobie sami. Dziękuję. 
Kończę, bo jestem na maxa wzburzona. 
Co o tym myślicie?

poniedziałek, 2 września 2013

Bo grunt to dobra komunikacja...

Często mówi się w blogosferze o tym, jak wyglądają kontakty blogera z firmą i w drugą stronę. Nie bójcie się, nie będziemy przepisywać podręczników z komunikacji. Tym bardziej, że z komunikacją tak już jest, że Bóg jeden wie, w którą stronę pójdzie, co komu przypasuje i czy po kilku mailach nie będziecie czasem żartować z biznesowym partnerem. Jednak tak jak blogerom nie wypada pisząc pierwszy mail do firmy upychać w nim uśmieszków, bo co tu dużo pisać, możemy zostać uznani za niepoważnych, tak samo należy wymagać pewnego standardu komunikacji z drugiej strony. 
Na tym pozwolę sobie zakończyć ten wstęp i zaprosić was do zapoznania się z najnowszym internetowym skandalem, z którego każdy specjalista od PR powinien wziąć nauczkę na temat tego jak do blogera zwracać się NIE NALEŻY. 
O tym dramacie w aktach dwóch przeczytacie TU i TU.
Życzę miłej lektury. Po certyfikaty z przeszkolenia z zakresu komunikacji w biznesie prosimy zgłaszać się do Redakcji Aferkowa :)